poniedziałek, 29 grudnia 2014

Imagin z MATEUSZEM JARZĘBIAK

Dla Magdy ; * 

Mam nadzieję, że spodoba Ci się, i nie jesteś zła, że tyle musiałaś czekać. 

-Dzień dobry kochanie - obudziła mnie mama swoim radosnym uśmiechem.
-Która godzina ? - spytałam przeciągając się i wychodząc spod kołdry.
-Prawie 10.
-Już ?
-Tak. Ojciec na ciebie czeka na dole w kuchni. Zrobić Ci coś na śniadanie ? - spytała.
-Nie, dziękuję. Kupię sobie coś na mieście. - Powiedziałam, po czym mama wyszła, a ja otworzyłam szafę, wybrałam ubrania które miałam  zamiar założyć i podążyłam do łazienki. Po niecałych 20 minutach wyszłam.




Powędrowałam do kuchni.
-Dzień dobry tato - ucałowałam go w policzek. Siedział przy kuchennym stole i czytał gazetę.
-Dzień dobry skarbie - odwzajemnił uśmiech - To jak nadal zamierzasz iść ze swoim starym, siwym, zrzędliwym ojcem  na  świąteczne zakupy ?
-Tato... nie jesteś stary, a na pewno nie zrzędliwy. Jesteś najlepszym ojcem na świecie - uśmiechnęłąm się.
-Skoro tak to idziemy ubrać kurtki i buty - powiedział wstając.
-Nie zapomnijcie o czapkach, szalach i rękawiczkach - zawołała mama z góry.
-Już zakładamy - odkrzyknęłam. - Pa. Nie wiem kiedy wrócimy. Nie czekaj na nas z obiadem.- wyszliśmy obydwoje i zamknęłam  drzwi.
Z racji, że mieszkaliśmy niedaleko centrum miasta ( a dokładnie 4 km) postanowiliśmy się przejść pieszo. Odwiedzaliśmy różne sklepy. W jednych byliśmy krótko, w innych zapuszczaliśmy się trochę dłużej. W tym roku postanowiliśmy z tatą kupić mamie mikser (z racji, że stary już się psuł) i foremki do jej niesamowitych ciasteczek. Natomiast ja jemu kupiłam już przez internet bilety na mecze siatkówki rozgrywane przez polską reprezentacje i koszulę, która mu się bardzo podobała. Wpadłam też na pomysł, aby wywołać zdjęcia, kupić ramki i powiesić je w salonie na ścianach lub poukładać nad kominkiem. Fotografie ukazywały nasze życie od ich ślubu, aż do teraz, czyli prawie 20 lat. Byłam z tego pomysłu bardzo dumna. Musiałam teraz tylko odebrać zdjęcia. Po niecałych 3 godzinkach myślałam, że zmniejszy się ilość ludzi będących w tym dniu na zakupach, ale się pomyliłam. Sklepy i ulice był coraz bardziej zatłoczone. Stojąc w kolejce w sklepie zobaczyłam choinkę zrobioną z prezerwatyw. Zaczęłam się na nią patrzeć i wybuchłam cicho śmiechem. Ojciec zauważyła z czego się śmieję, po czym również jego kąciki ust poszły ku górze.
-Kiedy przestanie to być zabawne ? - spytałam.
-Jak Ci pęknie. - odpowiedział.  Zmierzył mnie rozbawionym wzrokiem. - Dobra  kup to co masz zamiar kupić, a ja poczekam przed sklepem.
-Okay.
Stałam w kolejce jeszcze chwilę. Wychodząc zauważyłam, że mój ojciec rozmawia z jakimś mężczyzną. Nie widziałam jego twarzy, bo stał odwrócony do mnie plecami, ale tyłek miał boski. Kiedy  podeszłam bliżej mój rodzic przedstawił mnie owemu mężczyźnie.
-[t.i.]. Pamiętasz Mateusza ? Zawsze się razem bawiliście.
-Yyy... -chwilę myślałam, jakbym szukała go w mojej głowie ze wspomnień z dzieciństwa- Tak. Przypominam sobie. Mieszkałeś na tej samej ulicy. To naprawdę ty ?
-W samej osobie - złapał mnie za rękę, pocałował ją, a po chwili uśmiechnął.



Widząc ten uśmiech zmiękły mi nogi. Był to najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widziałam.
-Piękną ma pan córkę - zwrócił się do mojego ojca, a ja się zarumieniłam.
-Tak. Wiem - posmutniał - ale, jakoś nie może sobie znaleźść chłopaka.
-Tato ! - spojrzałam na niego.
-A nie mam racji ? Odkąd wróciłaś do domu na święta chodzisz w  tem i spowrotem. Chyba, że w Londynie masz kogoś, ale nie słyszałem, żebyś z kimś rozmawiała.
-Okay. Nie mam chłopaka, bo nikogo jeszcze takiego nie poznałam.
-Mateusz może wpadniesz do nas na po południu ? Porozmawiamy sobie trochę ? - zaproponował mój tata.
-Jeżeli [t.i.] nie ma nic przeciwko to z chęcią - popatrzył się na mnie łobuzierskim uśmiechem.
-Pewnie. Może o 16 ? - odwzajemniłam uśmiech.
-Okay. To do zobaczenia. - pokiwał na pożegnanie. Kiedy zniknął za rogiem ulicy. Ojciec westchnął i powiedział.
-Miły chłopak. Spodobałaś mu się. Może chciałabyś na święta tą choinkę ze sklepu ? - zaśmiał się.
-Nie dzięki. Obejdzie się. Ale może kiedyś się przyda. - odpowiedziałam. - Dobra chyba wszystko mamy. Wracamy do domu ? Czy masz jeszcze coś do załatwienia ?
-Nie nie mam. Możemy wracać.
Tym razem wróciliśmy komunikacją miejską ze względu na zakupy. Otwierając drzwi i wstając w korytarzu poczuliśmy od razu wypieki mojej mamy. Zapach rozchodził się po całym domu.
-A co tak smakowicie pachnie ? - spytałam wchodząc do kuchni.
-Twoje ulubione ciasto.
-To teraz nie wrócę do Londynu, jeżeli codziennie będę  jadła takie przysmaki. - po chwil dodałam - Jakby co jestem w swoim pokoju.
Pobiegłam na górę. Wzięłam prysznic. Po czym włączyłam laptopa i zalogowałam się na facebook'a. Znalazłam profil dawnego przyjaciela i zaczęłam go czytać. Dowiedziałam się, że mieszka tak samo jak ja w Londynie, studiuje tam, jest modelem. Oto jedno jego zdjęcie:



a co najważniejsze NIE MA DZIEWCZYNY. Moja radość nie miała końca. Z tego stanu otrzeźwił mnie głos taty.
-[T.I.] masz gościa.
-Jestem na górze w pokoju. - odkrzyknęłam, po czym zabrałam szybko rzeczy z łóżka i wrzuciłam je do szafy. Zdążyłam jeszcze obejrzeć się w lustrze, poprawić włosy, gdy nagle usłyszałam pukanie do moich drzwi.
-Proszę - usiadłam na łóżku. Otworzył drzwi. - Hej. Miło Cię znowu widzieć.
-Mi też- pocałował mnie w policzek - Proszę - podał mi bukiet róż.
-Dziękuję, piękne są, ale nie trzeba było.
-Trzeba, trzeba było - uśmiechnął się łobuzierskim uśmiechem.
-Yyy... - przerwałam niezręczną ciszę - może pomożesz mi ubrać choinkę ? Zaraz przy tym sobie porozmawiamy i powspominamy dawne czasy ? - zaproponowałam.
-Jasne. Czemu by nie. Z chęcią.
Wyszliśmy z pokoju i zaprowadziłam nas do salonu. Na szczęście rodziców nie było. Chyba poszli odwiedzić sąsiadów. Byłam im w duchu wdzięczna. Zauważyłam też jeszcze jeden bukiet róż w pokoju trochę inny. Uśmiechnęłam się.
-To jak zaczynamy ? - spytałam. Pokiwał głową. Tu są ozdoby. Zaczęliśmy ubierać drzewko świąteczne. - To jesteś modelem tak ?
-Tak. Kiedyś poszedłem na casting. Okazało się, że się nadaje. Od tej pory jestem modelem. Nie szło mi wtedy z językiem angielskim za bardzo - zaśmiał się.- Chodziłem jakiś czas na korepetycje. Spodobał mi się ten język. Przeniosłem się do Londynu ze względu na modeling oraz zacząłem tam studiować filologie angielską. - Znów się zaśmiał i skończył powieszać lampki.
-Naprawdę studiujesz filologie angielską ? - kiwnął głową. - Ja też. Czemu na siebie nigdy nie wpadliśmy ?
-Hahahahaha... nie mam pojęcia. A ty masz jakieś hobby ?
-Tak. Fotografuje w wolnych chwilach. Lubię też zaprojektować jakieś ubrania. Mam kilka szkiców.
-Pokażesz mi kiedyś ?
-Co ? Zdjęcia czy szkice ?
-To i to - zaśmiał się.
Rozmawialiśmy jeszcze. Nim się zorientowaliśmy choinka była już ubrana.




Spoglądaliśmy teraz dumni ze swojego dzieła to na siebie, to na choinkę. Złapał mnie w tali z boku i przysunął do siebie.
-Piękna. powiedziałam patrząc na drzewko.
-Tak, ale nie tak piękna jak ty - uśmiechnął się tak samo jak wtedy ten pierwszy raz.
-Przesadzasz. A tak w ogóle... - zawahałam się.
-Tak ?
-Masz dziewczynę ? - przygryzłam dolną wargę i skierowałam wzrok na swoje stopy.
-Tak. Tylko nie wiem czy ona o tym wie.
-Ohhh... - posmutniałam.
Podniósł mi mój podbródek, abym mogła spojrzeć w jego oczy. Zbliżył się  do mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Cofnął się nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Tą dziewczyną jesteś ty - powoli powiedział. Patrzyłam się tak na niego chwilkę. Nie wiedziałam co powiedzieć. Odjęło mi mowę. Byłam tak bardzo szczęśliwa. Chyba to źle zinpretował, bo za chwile dodał smutnym głosem - chyba, że nie chcesz.
-Skąd. Przepraszam. Nie wiem po prostu co powiedzieć.
-Powiedz, że się zgadzasz, że będziesz moją dziewczyną.
-Tak. Będę Twoją dziewczyną. A ty będziesz moim chłopakiem tak ? - uśmiechnęłam.
-Oczywiście. - zaśmiał się. Znów mnie pocałował tym razem mocniej. Usłyszeliśmy otwieranie drzwi. Szybko od siebie odskoczyliśmy.
-[T.I.], Mateusz ? Jesteście tu ? - spytał tata.
-Tak. W salonie. - odpowiedziałam. Nie czekając długo zobaczyliśmy ich w pomieszczeniu w którym się znajdowaliśmy. Mateusz trzymał nadal rękę na moim biodrze.
-Cudowna choinka - odezwała się mama. Patrzyli obydwoje teraz na nas. Nie wiedziałam o co im chodzi. Obaj byli uśmiechnięci. Spojrzałam na nich marszcząc czoło.
-O co chodzi ? - spytałam.
-Tak sobie myślę, że może jednak chcesz tą choinkę ze sklepu ? - zaśmiał się ojciec.
-Nie, nie chcę. - zrobiłam minę wybrednego dziecka. Oczywiście mama i "mój chłopak". Jak to pięknie brzmi "mój chłopak". Nie wiedzieli o co chodzi. Żeby uniknąć tego tematu podeszłam do okna i zobaczyłam padający śnieg z nieba.



W końcu.
Wiem, że długo nas tu nie było. 
Wybaczcie, ale nie miałam żadnych pomysłów, ani weny. Zupełna pustka.
Na dodatek szkoła i zajęcia dodatkowe. Nie wyrabiałam ; / 
Mam nadzieję, że mimo tego nie odeszliście.
Po przeczytaniu kilku książek dostałam niezłego kopa.
Wiem, że was zaniedbałam.
Przepraszam jeszcze raz.
Mam nadzieję, że się podoba ; )

P.S. Jeżeli chcecie możecie napisać, jak chcecie jakiś imagin, tylko napiszcie z kim chcecie, w jakich miejscu, jaki charakter...
Oczywiście będziecie musieli uzbroić się w cierpliwość, ale dla mnie jest to większa motywacja, jeżeli mam zrobić coś dla kogoś.
MAM NADZIEJĘ, ŻE JESZCZE JESTEŚCIE ; )

Hasia ; ****




czwartek, 9 października 2014

IMAGIN O ROSS'IE dla anonima ; )

Przepraszamy, że tak długo musiałaś czekać.



-Jejku.. nie martw się.-Mówiła przyjaciółka.
-Jak mam się nie martwić? Ledwo mamy kasę na to mieszkanie, chociaż i tak nie jest jakimś wielkim apartamentem. -Odpowiedziałam.
-Ale zobacz! Spełniamy marzenia, bo jesteśmy tu, w Los Angeles.
-Ale teraz już nie mamy hajsu na nic!- Powiedziałam.
-Spokojnie... mamy pracę przecież i to też wymarzoną!
-Tiaaa... jak na razie to nie wiele zarabiamy, bo jesteśmy do kitu. Kto chciałby zatrudnić tancerki takie jak my? Bez większego doświadczenia?
-Oj, na pewno ktoś się znajdzie. A nasze mieszkanie wcale nie jest takie złe, zobacz mamy dwa pokoje, kuchnię, łazienkę i salon. Oraz z okna można wyjść na dach po schodach pożarowych.
-Tak.... z okna również widać jak grubas mieszkający naprzeciwko nas się kąpie.
-Przesadzasz. Ale to tylko z okna z łazienki, ale za to z twojego okna jest piękny widok.



-Wątpię.-Stwierdziłam -Wychodzę, poszukać inspiracji na skończenie studiów to może znajdę lepszą pracę. -Gdy wyszłam zauważyłam, że się ściemniło. Nie miałam pojęcia gdzie iść. Poszłam do Kew Gardens, uwielbiam tam chodzić. To dość daleko, ale idealne miejsce żeby pomyśleć. Ten park jest jednym z najładniejszych parków w Los Angeles. Gdy już tam dotarłam usiadłam na ławce. Pierwsza myśl: A jak tu będą jacyś zboczeńcy? W pobliżu, na drugiej ławce siedziała dziewczyna. Była skulona i na 95 % płakała. Pewien chłopak to zauważył i usiadł obok niej. Objął ją ramieniem i zaczął coś do niej mówić, ona przestała płakać na chwilę i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się lekko, ale nie na długo, po chwili znowu posmutniała. On coś do niej powiedział, a ona mu odpowiedziała. Nie znali się ... bo się jej przedstawił, nawet usłyszałam imię. Ross chyba.. tak Ross. Przyglądałam się im jeszcze przez chwilę, ale gdy chłopak spostrzegł że się im przyglądam zaczęłam patrzeć gdzieś indziej. Po chwili ktoś usiadł obok mnie, głupio mi było spojrzeć kto więc wpatrywałam się nadal w staw. Robiło się coraz ciemniej...
-Coś się stało? -Zapytał chłopak, który siedział obok mnie. Odwróciłam się w jego stronę, okazało się że to był ten sam chłopak który siedział wcześniej obok dziewczyny, na ławce obok. Był znacznie wyższy ode mnie, blondyn, miał brązowe oczy i przez koszulkę było widać że był nieźle napakowany. -Odpowiesz mi? -Zapytał i wybudził mnie ze swoich przemyśleń.
-Nic się nie stało ... -odpowiedziałam. -A co? Pocieszasz wszystkie samotnie siedzące dziewczyny?
-Nie, po prostu nie wyglądasz jakbyś była najszczęśliwsza na świecie. A poza tym jest już ciemno, a ty nadal jesteś tutaj,  parku. - Powiedział blondyn
-Zaczynasz powoli mówić jak zboczeniec... -powiedziałam
-Nie martw się, nie jestem nim. -roześmiał się
-Teraz też mówisz jak zboczeniec.
-Jestem Ross. Czy zboczeniec by ci się przedstawił?
-No nie wiem, oni robią różne rzeczy. Teraz weź mnie jeszcze do siebie do domu zaproś to już będę znała prawdę. -Powiedziałam uśmiechając się, on odwzajemnił uśmiech. -Czemu tu usiadłeś?
-Ah, przepraszam. Myślałem że wolne...
-Dobrze myślałeś, tylko że to nie zmienia faktu, że wcześniej gadałeś z tamtą dziewczyną, a teraz ze mną.
-Płakała, podszedłem do niej, pogadałem chwilę i kazałem iść do domu, tyle.
-I mi powiesz to samo? -Zapytałam
-A chcesz? Wiesz zawsze możemy skoczyć do mnie. Mieszkam nie daleko... -Powiedział, a ja się na niego spojrzałam. -Spokojnie, jestem trochę zboczony, ale niczego konkretnego ci nie proponuję.
-Ufff..ulżyło mi, bo zaczynałam się bać. -Zaśmiałam się
-Może pójdziemy stąd, bo zaczyna się robić niebezpiecznie? -zapytał
-Emm... okej. Ale nie do Ciebie. OK?
-Okej, to gdzie chcesz iść?-Zapytał wstając z ławki, zrobiłam to samo i zaczęlimy iść w stronę wyjścia z parku.
-No nie wiem, gdzie proponujesz?
-Ahh..ciężko się z tobą rozmawia. Hm, idźmy może w tą stronę.-Wskazał w jedną z uliczek. Przez jakieś dwie godziny chodziliśmy po mieście, aż wreszcie Ross się zatrzymał i kazał mi spojrzeć w jedną ze stron. Widok był przepiękny.



Dowiedziałam się bardzo wielu rzeczy o nim. Ma trzech braci i jedną siostrę. Ja sama też mu wiele o sobie opowiedziałam.
-Chwila, chwila-powiedział nagle gdy postanowiliśmy iść dalej-Wiem o tobie już bardzo dużo, tylko zdałem sobie sprawę, że serio jestem wielkim idiotą...
-Co? Ale dlaczego? -Zapytałam
-Bo nie spytałem jak masz na imię, wiem że masz brata, jesteś z Polski. Przyjechałaś tu studiować rysunek, ale obecnie jesteś tancerką, rzuciłaś studia, ale myślisz czy by na nie nie wrócić, mieszkasz z przyjaciółką, nie masz chłopaka, masz polskie nazwisko, którego nie umiem wymówić, ale za nic nie wiem jak masz na imię.- Powiedział zerkając na moją reakcję. Chrząknęłam i powiedziałam:
-Jestem [t.i.].
-Emm..a numer?
-Co?
-No numer telefonu? -Zapytał bardzo pewnie
-Ah... no wiesz, aż tak dobrze cię nie znam-Powiedziałam przekomarzając się z nim
-Oj, no weź. Jesteś głodna? -Zapytał
-No trochę... -odpowiedziałam
-Jak mi dasz swój numer to się zastanowię czy by nie zjeść z tobą kolacji. -powiedział
-Ahh.. zawsze przecież mogę zjeść sama.
-No proszę, nie rób mi tego. -Powiedział błagając mnie oczyma(?)
-No dobra, [t.nr.tel.].
-Jest! Dziękuję. -Powiedział i dał mi buziaka w policzek, a ja się zaczerwieniłam.-A on zaczął się śmiać ze mnie.
-Bardzo zabawne! -Klepnęłam go w klatę ... Po kolacji Ross odprowadził mnie pod mój dom. -Mieszkam na trzecim piętrze, może wejdziesz?
-No nie wiem. -zawachał się -a jeśli pomyślisz że jestem jakimś gwałcicielem albo coś ?
-Oj, spokojnie. Nie pomyślę tak. -uśmiechnęłam się
-To wejdę. -Zadecydował. Po kilku minutach weszliśmy do mieszkania, przyjaciółki nie było nigdzie. Nagle blondyn zaczął mnie całować, nie opierałam się. Spędziliśmy tę noc razem. Gdy rano się obudziłam, on leżał obok mnie. Wstałam po cichu i ubrałam jakąś za dużą bluzkę z literką 'S' i leginsy. Wymknęłam się do kuchni. Tam siedziała [i.t.p].
-Hej. -przywitała się -Nie uwierzysz co się stało!!!
-Ciiiii -uciszyłam ją - Nie krzycz tak, błagam.
-Co? Ale dlaczego? -Zdziwiła się, a po chwili znów zaczęła się cieszyć.-Posłuchaj! Zapisałam nas na casting do teledysku, to jest nasza szansa się wybić.
-Awww... to super! -Uśmiechnęłam się
-Co ty dzisiaj taka szczęśliwa? -Zapytała [i.t.p.] podejrzliwie.
-Dlatego, że mamy casting? -zapytałam sarkastycznie.
-A dlaczego miałam być cicho?
-A tak jakoś ...
-Okeeej..czyli mogę sobie teraz zacząć krzyczeć tak!?
-Dobra, zamknij się. Już powiem ... -Powiedziałam, a przyjaciółka umilkła.
-Chyba już wiem.. -Powiedziała.
-Cześć, jestem Ross. A ty pewnie [i.t.p.]? -Powiedział, a ja się odwróciłam w jego stronę. Ross był w samych bokserkach.

     
Kumpelę kompletnie zatkało. A blondyn zaczął się śmiać.
-Ej. Halo! Żyjesz?! -Zapytałam machając jej rękoma przed twarzą.
-Co? No, żyję. Eee...tak jestem [i.t.p]. -Odpowiedziała w końcu. Ross podszedł do mnie i dał mi buziaka w usta. A ona nadal patrzyła jak zatkana.
-Coś jej się stało? -Zapytał, siadając obok mnie, przy wyspie kuchennej.
-Szczerze to nie wiem.. -powiedziałam
-Okej.. którędy do łazienki? -Zapytał
-Idziesz tam prosto i w lewo. -Odpowiedziałam, a on udał się w to miejsce.
-HEJ! -Krzyknęłam
-WOW... ale on ma ciało. UHUHUHHU...zazdroszczę. Pewnie sporo się działo w nocy co? -Zapytała głupio się uśmiechając -To chłopak na jedną noc, czy chcesz coś więcej z nim ten teges?
-Nie wiem.. czas pokaże. A ty się dobrze czujesz?
-Nie wiedziałam, że znasz takiego chłopaka. Skąd go znasz?
-A jakoś tak się poznaliśmy. W parku. -Odpowiedziałam.
-Kiedy? Jak długo się znacie? Dlaczego mi go wczesniej nie przedstawiłaś? Dobry jest w łóżku? Ma dużego? -Pytała.
-Weź kurczę, ogarnij się. -Powiedziałam.
-No to mów! -Poganiała mnie.
-Czy to ważne jak długo się znamy?
-Nie gadaj.. poznałaś go wczoraj?
-Może... ale jest na prawdę świetny -Powiedziałam.
-No rozumiem, świetny w łóżku .. -powiedziała.
-Co? Nie to miałam na myśli ... -zaprzeczyłam.
-A nie jestem? -Usłyszałam głos za sobą i poczułam dotyk na mojej talii.
-Eeee... -znowu się zarumieniłam. -Ymmm..to wpadłam. -Odwróciłam się w jego stronę.
-Uhuhuhuhuhuuhuhuuu -zaśmiała się.
-Czekam na odpowiedź ... -powiedział uśmiechając się, wstałam i oparłam się przodem do niego.
-No wiesz... taki przeciętny. -Powiedziałam drocząc się.
-Ty też niczego sobie byłaś wczoraj.- Szepnął mi na ucho.
-Zostawić was samych? -Zapytała.
-Nie, nie trzeba. -Powiedziałam i odwróciłam się do Rossa tyłem. -Chcecie coś do zjedzenia? Chyba zrobię naleśniki...
-To ja poproszę. -Powiedział chłopak, przytulając mnie od tyłu.
-To musisz mnie puścić. -Powiedziałam, po czym posłusznie wykonał prośbę. Zrobiłam śniadanie, pogadaliśmy trochę, ale Lynch musiał już iść.
Na castingu było świetnie, przynajmniej tak mi się zdawało. Nie chcieli nam powiedzieć z kim będziemy w nim występować. Sprawdzałyśmy na necie czy się dostałyśmy i w pewnym momencie przyjaciółka krzyknęła że się dostała. Zaczęła się cieszyć jak małe dziecko. A ja się zaczęłam śmiać i cieszyć że się dostała. Po chwili sprawdzałam dalszą listę, podczas gdy ona skakała ze szczęścia. -Nie ma mnie...
-Co? -zapytała.
-Nie dostałam się. -Powiedziałam.
-Nie, to nie możliwe! -Krzyknęła. -Ja nie zamierzam tańczyć w tym teledysku bez ciebie!
-Spokojnie, musisz. To nic ... -Powiedziałam.
-Ale co teraz z tobą? Miałyśmy na tym zarobić. Jak sobie dasz teraz radę? -
-Jakoś sobie poradzę, nie jestem dzieckiem. -Stwierdziłam -Jutro masz próbę o 17.
-Skąd wiesz?
-Przeczytałam ?
-A no tak. Gdzie będziesz pracować ?
-Nie wiem, ale nie gadajmy o tym.
Następnego dnia kumpela poszła na próbę. A ja zostałam w domu i leżałam na kanapie. Nagle dostałam telefon ze szpitala, że tam jest i że mam przyjechać. Szybko zerwałam się z kanapy, założyłam buty i pojechałam do szpitala. W recepcji powiedzieli mi że mam iść koło sali 57 i poczekać na lekarza. Przed salą siedział chłopak. Miał bujne loki i był bardzo przystojny. Dopiero po chwili zauważyłam że to Harry Styles. Ale nie miałam teraz czasu się tym zajmować, bo nadal nie wiedziałam co się dzieje ze [i.t.p].

Nagle z sali wyszedł lekarz
-Które z państwa do pani [i. i n.t.p.]? -Zapytał. Równocześnie wstaliśmy, podeszliśmy i powiedzieliśmy:
-Ja
-Ymmm... dobrze. Rozumiem, że są panstwo kimś z rodziny?
-Ja jestem chłopakiem.-Powiedział Harry ku mojemu zdziwieniu.
-A ja siostrą -Powiedziałam.
-Dobrze, a więc. Z panią [i.t.p.] wszystko w porządku, nie ma się co martwić. Tylko nie będzie mogła prawdopodobnie przez miesiąc chodzić, ma złamaną nogę ale bez przemieszczenia.
-Możemy się z nią zobaczyć? -Zapytałam.
-Tak naturalnie. -Powiedział lekarz. A ja razem z chłopakiem weszliśmy do sali, gdzie ona była.
-Co się stało? -Zapytałam
-Echhh -Zaczęła się śmiać  - na próbie, tańczyliśmy na stołach, bo tak będzie w teledysku, a ja głupia spadłam. No i Harry mnie to przywiózł.
-Ale dlaczego on? -Zapytałam
-Bo to jest teledysk One Direction, który tu powstanie - odpowiedziała.
-Jak się czujesz?- Zapytał Harry.
-Dobrze, nie musiałeś zostawać. -Powiedziała.
-Ale chciałem, martwiłem się.

Chcieliśmy Was bardzo przeprosić, za to że nie było nas tu, ale nie mamy możliwości aby je pisać.
Ja nie mam internetu od 31 sierpnia więc zrozumcie mnie chociaż trochę,
Wiem, że długo czekałaś na tego imagina i w ramach rekompensaty ja dodam w najbliższym czasie (mam nadzieje) jeszcze jednego dla ciebie. 

P.S. Ten imagin jest napisany Laristę ; )
Pozdrawiam Hasia ; ***

wtorek, 26 sierpnia 2014

Imagin o MARIO (druga część)

TREŚĆ PRZEZNACZONA DLA OSÓB PEŁNOLETNICH. JEŻELI NIE MASZ UKOŃCZONE 18-STU LAT CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.


-Już ?
-Chwilka. Nie otwieraj oczu. Jeszcze kawałek.
-Zimny jest ten piasek - narzekałam, ponieważ Mario zdjął mi buty, a szliśmy właśnie przez plaże nocą.
-Chyba nie chciałaś w szpilkach iść po piasku ?
-No dobra. Mogę otworzyć ?
-Tak. Teraz tak. - otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam to:


 -I jak ? - odezwał się brunet, kiedy nie mogłam nic z siebie wydobyć.
-Piękne. Ale...  Jak ? Kiedy ? - nie mogłam uwierzyć.
-Pamiętasz jak poszłaś do łazienki ?
-Nie mów, że tak długo byłam w toalecie - powiedziałam po czym się głośno zaśmialiśmy.
-Nie. Po prostu moja młodsza siostra jest taka kochana i zawsze mogę na nią liczyć.
-Niezwykła musi być ta twoja siostra.
-Nawet nie wiesz jak. Siadajmy . - Gotze odsunął mi krzesło, a jak usiadłam przysunął do stołu. - Wino ? Czerwone ? Białe ?
-Nie powinnam, ale nie wypada odmówić...
-Masz racje nie wypada.
-To czerwone poproszę.
Siedzieliśmy z Mario. Jedliśmy i popijaliśmy winem. Butelki szybko się kończyły. Było bardzo przyjemnie.Polubiłam tego ratownika. Może nawet więcej niż polubiłam ? Sama nie wiem. W każdym razie strasznie się do siebie zbliżyliśmy. Dużo się dowiedziałam o nim. Powiedział mi, że przyjechał tu wraz z siostrą ponad 3 lata temu kiedy jego rodzice zginęli w wypadku. Strasznie mu wtedy współczułam. To było jedyna rzecz, która nas zasmuciła tego wieczoru, a przez resztę czasu śmialiśmy się w niebo głosy. Nie wiem jak on, ale ja byłam nieźle upita i gadałam brednie. Mam nadzieję, że jutro nie będę nic pamiętać.
-Mario ? - zapytałam kiedy leżeliśmy na kocu i oglądaliśmy niebo.
-Tak ?
-Zabierzesz mnie do gwiazd i jeszcze dalej ?
-Dla ciebie wszystko kochanie - pocałował mnie w czoło.
-A wybudujemy sobie dom w jakimś spokojnym miejscu z dala od wszystkich ?
-Ehe.
-Ogromny ?
-Ogromny. - powtórzył.
-Z ogrodem ?
-Z ogrodem na którym będziesz mogła sadzić kwiatki i spędzać tam każdą chwilę ze mną - uśmiechnął się.
-A ożenisz się ze mną ? - co ja gadam. Muszę się  zamknąć.
-A chcesz ? - zapytał. A ja nic nie powiedziałam, tylko kiwnęłam głową na "tak".
-Chciałabym być najszczęśliwszą kobietą  z trójką dzieci i mężem.
-Choć. - złapał mnie za rękę i zaprowadził do małego domku blisko morza. Zamknął za nami drzwi i zaczął mnie namiętnie całować. Przydusił mnie tak do ściany plecami, że czułam jego "przyjaciela", aż za dobrze. Był bardzo twardy. Miałam na niego ochotę. Zdjął moją sukienkę i rzucił gdzieś w kąt. Nie byłam mu długo dłużna. Rozpięłam jego koszule i zdjęłam mu ją. Następnie ściągnął pasek od spodni i odpiął rozporek. Szybko "zdarłam" z niego spodnie, że byliśmy w samej bieliźnie.


Mario odwrócił mną i rzucił nas na łóżko. Zaczął bawić się moimi piersiami. Pojękiwałam. Widziałam, że sprawia mu to przyjemność. Następnie składał pocałunki od góry do dołu. Zatrzymał się przy majtkach, które zdjął swoim nosem. Nim się zorientowałam stanika również już nie miałam założonego. Jego "żołnierz stał już na baczność", więc aby się już nie męczył zdjęłam mu jego bokserki. Bardzo energicznie wszedł we mnie. Nie mogliśmy do siebie dojść. Krzyczałam z bólu. Mario zauważył łzy w moich oczach. Chciał już przerwać, ale nie pozwoliłam mu na to.
-Mario. Proszę nie. Uda nam się. - namawiałam go. Po czym na nowo próbował się do mnie dostać. W pewnym momencie doszliśmy do siebie. Było nieziemsko. Zaczęłam płakać, ale tym razem ze szczęścia. Po chwili wyszedł ze mnie. Położył się obok mnie i próbowaliśmy uspokoić oddechy.
-Dziękuję. Byłaś niesamowita. Nigdy się tak wspaniale nie czułem.
-Nie to ja dziękuję, teraz jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
Wtedy brunet okrył nas pościelą, pocałował mnie jeszcze i poszliśmy spać.

*Kilka godzin później*
Czułam jak ktoś mnie łaskocze po policzku. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam tego mężczyznę którego widziałam na plaży, kiedy upadłam biegając. Szybko wstałam i chciałam uciec, ale spostrzegłam, że jestem naga. Wróciłam szybciutko do łóżka pod  kołderkę. Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło, ale na marne na dodatek bolała mnie mocno głowa.
-Jak się spało ? - spytał.
-Głowa mi pęka. Czy my to zrobiliśmy ?
-Tak.
-Co ja zrobiłam ? Chciałam do ślubu być "czysta".
-Nie bój się. Już wyznaczyłaś nam datę ślubu. - zaśmiał się.
-Serio ? Co jeszcze powiedziałam ?
-Wiele ciekawych rzeczy...
-Dobra. Nie kończ już się boję.
-To jak kawę ?
-Która jest ?
-12:34.
-Bardzo chętnie.


Proszę.
I o to jest druga część ; )
Mam nadzieję, że się podoba. Chociaż troszkę :)
Dziękuję, że komentujecie. Nawet nie wiecie ile nam to radości sprawia < 3
Pozdrawiam ; ***
Hasia *,*

sobota, 23 sierpnia 2014

IMAGIN O MARIO

Imagin o Mario dla Gusii. Miał być wesoły i romantyczny. Wesoły chyba jest, a jeżeli Ci się ten spodoba to napiszę drugą część bardziej romantyczną ; )


Promiennie słoneczne wpadały wprost przez okno do mojego pokoju. Wstałam. Był dzisiaj piękny i słoneczny poranek. Jak co dzień ubierałam się i szłam na plażę poćwiczyć i pobiegać. Spędzałam w tym miejscu swoje wakacje już 2 tydzień. Na początek zaczęłam od krótkiej rozgrzewki.



 Następnie zrobiłam na plaży kilka ćwiczeń na mięśnie brzucha, ud, nóg, rąk ... Po czym poszłam pobiegać  brzegiem morza. Po kilku metrach usłyszałam za sobą:
-Grrrr... jakie ciałko. Seksi... - obróciłam się i zobaczyłam jego


stał w czerwonych spodenkach. Był mega przystojny. Miał cudowny uśmiech, a przede wszystkim był ratownikiem. Tacy właśnie mnie pociągają. Udałam, że go nie widzę i pobiegłam dalej, ale jak na złość potknęłam się o kamień wystający i upadłam. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Bolała mnie kostka u lewej nogi. Po kilku sekundach ktoś do mnie przybiegł. Podniosłam głowę i zobaczyłam jego. Spojrzałam na niego głupim spojrzeniem.
-Gdzie boli ? Tu ? - złapał moją stopę w rękę.
-Ała... Zostaw sama sobie poradzę. - odepchnęłam chłopaka.
-Wiem, że nie zaczęliśmy dobrze. Przepraszam to moja wina. Jestem Mario. - wyciągnął do mnie rękę.
-Oczywiście, że Twoja. [t.i.].
-Piękne imię - odpowiedział.
-Nie podlizuj się. Ałła to boli kurde...
-Przepraszam. Złap się mojej szyi. Zawiozę Cię do szpitala.
-Nie trzeba. Za chwilę przejdzie.
-Daj sobie pomóc. Dobrze wiesz, że nie dasz rady nawet wstać. Bez mnie zginiesz - zaśmiał się. - To jak ?
-Okey, ale tylko dlatego, że nalegasz.
-Jak sobie chcesz. Złap się i idziemy.
Złapałam się przystojnego ratownika, którego dopiero co poznałam. A on zaniósł mnie do swojego Ferrari. Po kilku minutach znaleźliśmy się w szpitalu. Okazało się, że to nic groźnego. Tylko nie mogę biegać przez najbliższe 5 dni. Wsiedliśmy do samochodu. Podałam Mario swój adres i poprosiłam, aby podwiózł mnie do domu. Po kilku minutach odezwałam się.
-Yyy... nie chcę nic mówić, ale to nie jest droga do domu. Plaża jest tam - wskazałam palcem w przeciwnym kierunku.
-Wiem - odparł.
-To czemu jedziesz tu ?
-Jedziemy na zakupy.
-Że co ? - zdziwiłam się.
-Jesteśmy na miejscu. Czekaj chwilkę. - szybko wysiadł z samochodu i podbiegł otworzyć mi drzwi.
-Jaki dżentelmen.
-Wiadomo. - poruszył śmiesznie brwiami.
-Widzę, że nie grzeszysz skromnością.
-Chodźmy. - złapał mnie za rękę, a ja nie protestowałam.
Chodziliśmy po centrum handlowym z jakąś godzinkę, a głównie po sukienki i szpilki dla mnie. Nie miałam pojęcia po co. Próbowałam się dopytywać, ale na marne. W końcu znaleźliśmy to:

                                          
Bardzo mi się podobała, ale cena była kosmicznie wysoka. Szatyn widząc moje zakłopotanie zabrał sukienkę oraz szpilki i podszedł do kasy ją kupić. Kiedy w końcu wsiedliśmy do auta, było coś po 20:00. Gotze wstąpił jeszcze do domu po swój garnitur i ruszyliśmy dalej na drugi koniec miasta.
-Mario ?
-Tak ?
-Gdzie jedziemy ?
-Jak zajedziemy to zobaczysz - uśmiechnął się.
-Proszę. Powiedz.
-Zamknij oczy i policz do stu. Tylko nie podglądaj dobrze ?
-Ale obiecaj, że nigdzie mnie nie wywieziesz i nie zgwałcisz - mój głos zabrzmiał stanowczo.
-Znasz mnie. Nie zrobił bym tego.
-No właśnie nie znam Cię. Znam Cię zaledwie dzień. W sumie nie powinnam z tobą nawet do szpitala jechać.
-Obiecuję, że nic Ci nie zrobię. - zatrzymał auto na poboczu - zaufaj mi. Tylko tyle.
-No dobrze, ale uprzedzam Cię, że mój ojciec jest szefem policji.
-Zapamiętam to sobie - zaśmiał się. -To zamkniesz te oczy ?
-Zamknę. [...]


Chciałam Cię bardzo przeprosić, że musiałaś tyle czekać. 
Byłam na wakacjach, gdzie nie miałam dostępu do internetu. 
Dopiero co wróciłam kilka godzin temu. 
Mam nadzieję,że Ci się podoba. 
tak to napiszę z przyjemnością drugą część. 
Jeżeli chcesz to mogę napisać ją w stylu +18 (ale to jak ty wolisz) ; )
Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam ; 3
Hasia *,*

środa, 20 sierpnia 2014

Dla anonima o Dawidzie Kwiatkowskim ; ))) Przepraszam, jeśli zawiodłam. Ostatnio często zawodzę :)





-Cześć. -Uśmiechnął się słodko Dawid.

-Emm... cześć. -Odpowiedziałam.
-Chcesz może autograf albo coś? -Zapytał po minucie ciszy.
-Tak. Skąd wiedziałeś? 
-Bo wiesz... stoisz w moich drzwiach od pokoju i nie ukrywam, ale trochę przeszkadza mi to w wejściu.
-Ah no tak. -Zarumieniłam się. -Przepraszam.
-Spokojnie. Nie gniewam się na śliczne dziewczyny.
-Yhymm...-zarumieniłam się. 
-To może, dam ci ten autograf co?
-Okej. -Zaczęłam szukać notesiku w torebce.
-A może dam ci go dopiero później?-Zapytał przygryzając wargę.
-Co? Jak to? Kiedy?
-Po jakiejś kolacji czy coś?
-Zapraszasz mnie na kolację?
-No wiesz.. czemu nie? -Uśmiechnął się.
-Dobrze. Gdzie pójdziemy?
-Nie wiem, ale jak narazie to może opuśćmy hotel co?
-Okej. -Zgodziłam się. Poszliśmy na kręgle. Byłam strasznie kiepska. Dawid postanowił mnie nauczyć rzucać. Objął mnie i złapał moją kulę. Motylki rozsadzały mi brzuch. Tłumaczył mi jak mam rzucać, wciąż mnie obejmując ale ja go nie słuchałam tylko wpatrywałam się w jego usta. W końcu obejmował mnie mój idol którego nawiedziłam w hotelu. Spojrzał mi w oczy i przestał mówić. Uśmiechnął się. Zbliżył swoje usta do moich. To był krótki pocałunek, ale namiętny.
-Emm... teraz już umiesz? -Zapytał oddalając się ode mnie odrobinę.
-Ale całować się czy rzucać? -Zapytałam ze śmiechem
-Zabawna jesteś. Tak jak ja. Lubię Cię! -Pograliśmy jeszcze trochę w kręgle, a później pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Byłam szczęśliwa, że poznałam swojego idola. Ale było mi trochę smutno, bo już go więcej nie spotkam. Zaczęłam grzebać w swojej torebce. Chwila. Co to? Jakaś karteczka.
'Świetnie się dzisiaj z tobą bawiłem. Wpadnij do mnie jutro do mojego pokoju hotelowego po koncercie. Pogadamy i nie tylko. ;) 
Dawid'
KONIEC

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Hej. Chciałam coś napisać od Hasi, bo jest na wakacjach i nie ma dostępu do internetu przez jakiś czas. Może pisać imaginy na zamówienie i nie tylko o piłkarzach lub One Direction. Również o Room 94, 5SOS, Little Mix i innych zespołach lub wokalistach. NO PROBLEM

piątek, 15 sierpnia 2014

UWAGA !

Jeżeli ktoś chcę, możemy napisać Wam imagin jaki chcecie. 
Wystarczy, że napiszecie z kim ma być i jaki ma być. Smutny, wesoły, romantyczny ... 
Ja, Sara jestem Borussen, więc mogę chętnie napisać o jakiś piłkarzach ; )
Czekam ; ***
Hasia ;3

Imagin o LIAM"IE i NIALL'U

PROSZĘ PRZECZYTAJCIE NOTKĘ NA DOLE 



-Kotku, proszę - namawiałam Liam'a.
-Skarbie nie mogę się na to zgodzić - zaprzeczał.
-Czemu ? Co Ci szkodzi kilka lekcji ? - upierałam się.
-Bo się o Ciebie martwię. A jeżdżenie na motorze nie jest bezpieczne. - tłumaczył - Jesteś za drobna.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale". Mogę się zgodzić na wszystko, ale nie na jeżdżenie na ścigaczu, który osiąga bardzo duże prędkości. - pocałował mnie nagle przerwał nam ktoś kto wpadł do naszego domu, a był to Niall.



-Kurwa stary masz wyczucie czasu. - narzekał Liam
-Słu... słu...słuchajcie - zaczął mówić dysząc. Pewnie przez całą drogę biegł.
-Co się stało ? - zapytaliśmy równocześnie.
-[i.t.p.] jest w szpitalu. Wróciłem przed chwilą z Irlandii. Pojechałem do naszego mieszkania. Zastałem je puste. Zadzwoniłem do niej gdzie jest, bo wróciłem, a on mi powiedziała, że jest w szpitalu. - tłumaczył - Więc przybiegłem do Was pożyczyć samochód, bo u mojego nie chce odpalić silnik.
-Czemu ja o niczym nie wiem, że moja przyjaciółka jest w szpitalu ?
-Kochanie uspokój się. - przytulił mnie mój narzeczony.
-Jak mam być spokojna, skoro osoba, którą traktuje jak siostrę jest w szpitalu i nic nie zamierz mi powiedzieć ?
-Eeee... to gdzie są kluczyki ? - wtrącił blondyn.
-Wiszą na wieszaku w holu - powiedziałam, zabrałam bluzę i poszliśmy wszyscy do czarnego Audi zaparkowanego w naszym garażu. Od razu chwyciłam za telefon i wybrałam numer do [i.t.p.]. -Halo ?
-O cześć - usłyszałam w słuchawce.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w szpitalu ? - szybko powiedziałam. Nie usłyszałam odpowiedzi - Kurde. Słyszysz ?
-Yyyy... nie chciałam Cię martwić - odpowiedziała po dłuższym zastanowieniu. Teraz byłam na maksa wkurzona. Dobrze, że dojechaliśmy już do szpitala, bo nie wiem co bym za chwile ze sobą zrobiła. Podbiegliśmy szybko do recepcji.
- Dzień dobry. Gdzie leży pani [n.t.p.] ? - zapytałam.
-Chwilkę - odpowiedziała pielęgniarka. - Niestety, ale w ostatnich tygodniach nie było nikogo u nas w szpitalu o takim nazwisko. A pomóc w czymś ?
-Nie dziękujemy - grzecznie podziękował Liam.
-Może jest w innym szpitalu ?
-Niall nie bądź głupi. Następny szpital masz 2h stąd. - stanowczym tonem powiedziałam - Kurde nie odbiera. Jak się dowiem o co chodzi to nie wiem co jej zrobię.
-Od mnie też nie odbiera.
-Wracajmy do domu. Nic tu po nas - tym razem był to Payne.
Wracając z powrotem siedziałam z przodu na miejscu pasażera. Słońce pomału już zachodziło. Nagle spostrzegłam na horyzoncie niewysoką brunetkę.
-Liam zatrzymaj się ! - krzyknęłam. Nie czekając, aż samochód stanie wybiegłam z niego w stronę brunetki. Spojrzałam na nią i uderzyłam ją mocno w twarz.



-Jak mogłaś ? Ja się o ciebie martwiłam, że coś Ci się stało a ty co ? Zakupy ? Szopkę jakąś odstawiasz ? - krzyczałam. Nie przejmując się kilkoma osobami, które się nam przyglądały.
-Chciałam, aby Niall się trochę pomartwił - odpowiedziała.
-Yhyh... - za naszymi plecami chrząknął Horan.
-O cześć Niall już wróciłeś ?
-Już ? Tak się cieszysz, że mnie widzisz ?
-To nie tak  miało zabrzmieć - broniła się.
-Dobra my Was zostawiamy samych i sobie pogadajcie. A z Tobą - zwróciłam się do przyjaciółki- jeszcze sobie porozmawiam - powiedziałam najgroźniejszym tonem jakim umiałam.
*Kilka godzin później*
-To jest najbardziej rozjebany dzień jaki może być. Wiesz ile straciłam nerwów ? Ja myślałam, że jej się  coś stało na prawdę, a ona na zakupy do centrum handlowego poszła. Myślałam że jej coś zrobię. - powiedziałam, kiedy byliśmy już w domu i siedzieliśmy właśnie na łóżku. Byłam zwrócona do niego plecami.
-Skarbie - złapał mnie w talii, żeby przyciągnąć do siebie, a następnie rękami zasłonił mi oczy.
-Liam ? Co ty robisz ? - byłam bardzo zdziwiona.
-Proszę - dał mi do rąk kask. Czarny kask do motoru.



-Dziękuję - złapałam go w szyi i ucałowałam.
-Ale musisz coś obiecać.
-Tak ?
-Nie będziesz przekraczać prędkości 80 km/h.
-Ta pewnie. - zaśmialiśmy się głośno i poszliśmy spać [...]


Jak pewnie przeczytaliście Larista nie chce już więcej pisać, bo uważa, że nikt jej imaginów nie czyta. 
Ja wiem, że tak nie jest i je czytacie, tylko nie chce Wam się komentować. 
I proszę Was, abyście przy przynajmniej jednym imaginie Laristy daliście komentarz.
To nie jest dużo, ale nie chce sama pisać tych opowiadań. 
Proszę zróbcie to. To zajmuję tylko 3 minutki, a my piszemy je przez 2-3 godzinki ; )


Pozdrawiam wszystkich czytelników i dziękuje, że jesteście 
Hasia ;3

poniedziałek, 11 sierpnia 2014


To mój ostatni imagin. Nie będę nic więcej dodawać, bo widocznie nie podobają wam się moje imaginy ; ) Bye







Pewna dziewczyna marzyła o chłopaku. Wiedziała, że nigdy go nie będzie miała. Mieszkał bardzo daleko od niej. Dzieliła ich spora różnica wieku. Pomimo to kochała go najmocniej na świecie. Nie zniosła by myśli, że coś mu się stało. Wydawało jej się, że zna go jak samą siebie, choć nigdy go nie widziała na oczy. Był członkiem jednego z największego boysbandu wszech czasów. Miał miliony fanek. Nawet nie wiedział o jej istnieniu... Bolało ją to. Dzieliła z nim wszystkie radości. Rok po roku spędzony 'razem'. Wszystkie smutki. Pisała mu mnóstwo wiadomości na twitterze by ją zobaczył i odpisał. Lecz na marne. Marzyła chociaż o koncercie. O zobaczeniu jego uśmiechu na żywo. O powiedzeniu mu ile dla niej znaczy. O czym kolwiek. Lecz z każdą dodatkową fanką, z każdym kolejnym dniem, z każdą nową trasą, z każdą jego ukochaną traciła nadzieję. Jej oczy kiedyś tak roześmiane traciły blask. Już nie była aż tak często uśmiechnięta. On o tym nawet nie wiedział, nie wiedział, że dziewczyna umiera z każdym kolejnym dniem bezczynności. Traciła przyjaciół, bo całymi dniami leżała w domu i myślała nad historiami, które nigdy się nie wydarzą. Pewnego dnia odebrała sobie życie. Po śmierci jej rodzina wysłała kilka listów jej idolowi, by chociaż wysłała wiązankę kwiatów, lub kondolencje. Ale nic. Na co mogła liczyć? Skoro nie dowiedział się o niej za życia, nie dowie się również po śmierci.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Imagin o HARRY"M


Wszyscy siedzieliśmy w pokoju i oglądaliśmy film. "Wszyscy" czyli ja, [i.t.p.], dziewczyna Malika, Harry, Niall, Liam, Zayn i Louis. Był to jakiś horror. Nic nie pamiętam z niego. Nie mogłam się skupić. Ostatnio zaczął mnie boleć mocno brzuch. Poszłam wtedy do lekarza, który dał mi skierowanie do ginekologa. Okazało się, że od ponad miesiąca jestem w ciąży. Na prawdę nie wiedziałam o tym. Jak mogłam tego nie zauważyć ? Jeszcze nikomu nic nie mówiłam o ciąży. Chcę, aby ojciec dziecka dowiedział się pierwszy. Ale boję się jego reakcji. Harry w przeciwieństwie do mnie nie przepada za dziećmi. Nie chce ich mieć, a na pewno nie teraz, kiedy rozwija swoją karierę muzyczną.
-Przełącz ten film- błagał Mulat.
-Nie, bo oglądam- zaprzeczyła jego dziewczyna i zabrała garść popcornu.
-Popieram Zayn'a. Robi się już nudny. Żadnego seksu, ani nic- narzekał Louis.
-A czy w każdym filmie muszą być sceny w łóżku ?- zapytałam.
-Tak.- odrzekli wszyscy "mężczyźni" chórem.
-Dobra. Cicho. Zamknijcie się. Oglądam- odezwała się [i.t.p.]
Wtedy zabrałam loczka za rękę i zaprowadziłam na górę. Kiedy weszliśmy zamknął drzwi. Stanął za mną. Złapał mnie od tyłu w talii i zaczął całować po szyi. Odsunęłam się od niego.


-Harry, musimy porozmawiać.
-Tak kochanie ? O co chodzi ?
-Wiem, że nie będziesz z tego zadowolony, ale muszę Ci powiedzieć- zatrzymałam się. Wzięłam głęboki oddech- Jestem w ciąży.
-Co ? Jak to ?- był bardzo zdziwiony.
-Normalnie. Nie wiesz jak to się robi ?
-Wiem, ale to nie moje dziecko- zaprzeczał.
-A kogo niby innego ?
-Nie wiem z kim się pieprzyłaś.
-Harry, ranisz.- stanęły mi łzy w oczach- Jak możesz coś takiego mówić? Robiłam to tylko z Tobą.
-To nie jest moja wina. Ja się zabezpieczyłem.
-Moja też nie.
Wtedy wstał i złapał mnie mocno za nadgarstki.
-Masz usunąć to dziecko. Rozumiesz ?
- Puść. To boli.
-Usuń ciąże.
-Nie.
-Co ty powiedziałaś ?
-To co słyszałeś.
Wybiegłam z pokoju. Widziałam twarze skierowane wzrok na moją osobę. Nie mieli pojęcia co się stało. Otworzyłam drzwi i nic nie tłumacząc wybiegłam z domu. Zaczęłam biec. Biegłam przed siebie. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Chyba w jakimś parku. Byłam cała roztrzęsiona i zapłakana. Nagle poczułam ukłucie w brzuchu. Spojrzałam w dół i zauważyłam nóż w mnie wbity, Zaczęła cieknąć ze mnie krew. Bolało... Upadłam na ziemię. Spostrzegłam jakąś niewysoką postać w kapturze. Chyba dziewczyna. Tak. Z pewnością była to dziewczyna. Zaczęła mówić coś o Styles'ie i przeklinała mnie.


*W tym samym czasie*
*Oczami [i.t.p]*
-Możesz nam wyjaśnić co się stało ?- zapytałam.
-Nic. [t.i.] jest ze mną w ciąży- odpowiedział spokojnie i obojętnie.
-Stary. Gratuluję.
-Będę wujkiem.
-A ja ciocią.
Każdy się cieszył i składał mu gratulację. Ale mi coś tu nie pasowało.
-Skoro będziecie mieli dziecko, to czemu ona płakała ?
-Bo powiedziałem, że ma je usunąć- powiedział nie zmieniając tonu.
-Ty debilu. Jak mogłeś jej to powiedzieć ?- dostał z liścia od Zayn'a.- Ja bym skakał ze szczęścia, gdyby moja kochana była w ciąży i mielibyśmy małego bobaska.
-Nienawidzę Cię Styles- krzyknął ktoś inny.
-Egoisto jeden. Myślisz tylko o sobie. Wiesz jak ona się teraz czuje ?
Zaczęliśmy go opieprzać. Jak on mógł to powiedzieć ? Jeszcze [t.i.], która kocha dzieci jak nikt inny. Muszę ją poszukać. Może sobie coś zrobić. Nie powinna być teraz sama. Zabrałam komórkę i opuściłam dom. Nie miałam pojęcia, gdzie jest. W dali usłyszałam jakieś wrzaski. Ktoś krzyczał.
-Suko popierdolona już nie będziesz z Styles'em. To ja z nim będę. Będziemy razem szczęśliwi. I to ja będę się z nim pieprzyć, a nie ty. A wiesz dlaczego ? Nie ? To Ci powiem. Dlatego, że Ciebie już na tym świecie nie będzie...
Przyśpieszyłam. Do kogo ten głos mówił ? Zadawałam sobie myśli. Chyba nie do mojej przyjaciółki ? Zauważyłam dziewczynę która kogoś kopała. Przybliżyłam się bliżej. Nie to nie możliwe. A jednak to była [t.i.]. Zaczęłam krzyczeć.
-Idiotko ! Co ty robisz !? Zostaw ją ! Słyszysz !?
Po moich słowach uciekła. Przyklękłam przy przyjaciółce. Była cała od krwi, a w brzuchu tkwił nóż. Zadzwoniłam szybko po karetkę, a następnie do Niall'a. Odebrał po drugim sygnale. W słuchawce słyszałam kłótnie.
-Niall. O...o...ona została po...pobita. Jedziemy do szpitala- nie mogłam z siebie nic wydusić i płakałam.
-Trzymaj się. Za chwile tam będziemy.
Po kilku minutach byliśmy karetką w szpitalu. Lekarze biegli z nią przez korytarz, a ja przy nich. Trzymałam ją za rękę. Dobiegliśmy do jakieś sali.
-Nie może pani tu wchodzić. Proszę  tu zostać- powiedziała mi pielęgniarka i zniknęła.
Stałam przed zamkniętymi, dużymi drzwiami, na których było napisane "blok operacyjny". Nie mogłam się ruszyć. Chwilę później usłyszałam jakieś odgłosy. Ktoś mnie złapał. Był to Horan. Odwróciłam się i przytuliłam mocno do niego ciągle płacząc.
-Ona była taka sina. Wszędzie pełno krwi, a jakby tego było mało w brzuchu miała nóż.
-Ciiii... nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- głaskał mnie po plecach. Kątem oka zauważyłam Styles'a. Płakał. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Było mi go żal, ale byłam na niego nieźle zła. Gdyby on jej tego nie powiedział nie byłoby tu nas. Podeszłam do niego.


-Zadowolony jesteś ?-nic- Pytam się. Zadowolony jesteś z siebie ?- tym razem krzyknęłam z płaczem.
-Chodź. Jedziemy do domu. Jesteś całą roztrzęsiona. Musisz odpocząć-zabrał mnie Niall.

*Kilka godzin później*
Wyszedł lekarz i oznajmił nam:
-Pacjentka straciła zbyt dużo krwi. Musieliśmy niezwłocznie operować. Były małe komplikacje, ale się udało. Obecnie pani [t.n.] jest w śpiączce.
Odszedł. Podbiegł do niego jeszcze Harry i zapytał:
-Przepraszam, co z dzieckiem ?
-Dziecko nie przeżyło. Zbyt wiele uderzeń dostało. Przykro mi.
Po tych słowach loczek wybiegł z szpitala. Liam poszedł go szukać. Znalazł go pijanego w jakieś knajpce.

*Miesiąc później*
Ja, Niall, Liam i Harry siedzieliśmy w jej sali. Styles obok łóżka. Trzymał ją za rękę.
-Proszę Cię jeszcze ty mnie nie zostawiaj. Obudź się- zapłakał- Potrzebuję Cię. Nawet nie zdajesz sobie pojęcia jak bardzo. Kocham Cię.


Pocałował ją w czoło i położył głowę na łóżku. Spojrzałam na nią. Otwarła oczy. Jaka byłam szczęśliwa. Jeżeli ktoś Ci bardzo bliski jest przez 4 tygodnie w śpiączce i nie daje znaków życia, a teraz budzi się to niesamowite uczucie. Odbiera Ci wtedy mowę.
-Też Cię Kocham- odpowiedziała cichutko i słabo.

*Twoimi oczami*
Obudziłam się. Poczułam jakby spała całe wieki. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. Nie mogłam sobie przypomnieć skąd się tu wzięłam. W pomieszczeniu było kilka bliskich mi osób. Poczułam na moim brzuchu głowę loczka. Usłyszałam:
-Kocham Cię.
-Też Cię kocham- odpowiedziałam. Wtedy Harry podniósł głowę. Jego radość nie miała końca. Inni też się bardzo cieszyli i przytulali. Loczek w pewnym momencie spojrzał mi w oczy.
-Dziękuję, że jesteś. Myślałem, że Cię stracę.
-Ale co się stało ? Czemu tu jestem ? Szczerze.
-Napadła na ciebie fanka One Direction zaraz po tym jak pokłóciłaś się z Harry'm. Byłaś cała sina, straciłaś dużo krwi i ...
-I ?
-Miałaś wsadzony nóż w brzuch.- wyjaśnił mi Liam.
Złapałam się wtedy za niego. Miałam cały zabandażowany. Trochę bolał. Przypomniało mi się, że byłam w ciąży. Nagle otrzeźwiałam.
-A dziecko ? Żyje tak ? Nic mu nie jest ?- nikt nie odpowiedział. Poleciały mi łzy. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Kochanie... Wiem co czujesz...
-Zostaw mnie. Co ty możesz czuć ? Nie chciałeś tego dziecka. Dopiąłeś swego. Nie ma go teraz. Szczęśliwy ? Ale ja zdążyłam już je pokochać. Zostawcie mnie. Chcę pobyć sama.

*Kilka dni później*
-Co ty wyprawiasz ? - spytał Harry.
-Pakuje rzeczy. Nie widzisz ? Nie przeszkadzaj.
-Możesz tu pracować, nie musisz wyjeżdżać do Włoch. Masz tu pełno ofert. Jesteś jedną z  najbardziej znanych modelek na świecie.
-Wyjeżdżam. Mam już kupiony własny apartament w Mediolanie.
-A co ze mną ? Pomyślałaś o nas ?
-Harry, nie ma już "nas".
-Co ? O czym ty mówisz ?
-Kocham Cię, ale nie pasujemy do siebie. Ja chce mieć dzieci, a ty nie. Przykro mi.
-Spójrz na mnie- złapał moje ręce w swoje- Pragnę mieć z Tobą dzieci. Chce z Tobą założyć rodzinę i spędzać z Wami jak najwięcej czasu.

-Kazałeś mi usunąć ciąże.
-Kiedy wybiegłaś z pokoju uświadomiłem sobie jak wielki błąd popełniłem.
-Czy to znaczy, że naprawdę chcesz ze mną dzieci ?
-Oczywiście. Możemy od razu zacząć- zaśmialiśmy się obydwaj.
-No to zaczynajmy- puściłam mu oczko i zaprowadziłam do sypialni. [...]

Chciałam podziękować jednej  osobie za wzięcie udziału w ankiecie ;*
I zachęcam aby inni również to zrobili ; )
Hasia ;3

wtorek, 5 sierpnia 2014

Imagin o LOUIS"IE

-[i.t.p] no chodź- ciągnęłam ją za rękę- Proszę.
-A co z tego będę miała ? - zapytała.
-Uszczęśliwisz dziecko, które chce iść z Tobą na plażę i napalać się na przystojnych surferów.
-To dziecko mogłoby iść samo. Ma już 17 lat.- odpowiedziała nie podnosząc oczów z nad gazety z nowymi trendami.
-No proszę.- błagałam.
-Nie chce mi się. Idź sama.
-Nie to nie- powiedziałam stanowczym głosem i położyłam się na sofie włączając muzykę w słuchawkach.
-Dobra.-zgodziła się i szybko dodała- Niech Ci będzie, ale jeżeli będziesz jarać się i dopingować tak jak ostatnio to wracam do domu.
-Przyrzekam, że tym razem bardziej się opanuje.- pokazałam przyjaciółce wszystkie ząbki.
-No mam nadzieje. - wyszliśmy z domku. Szliśmy 10 minut brzegiem morza i doszliśmy na miejsce, gdzie obywały się zawody w surfingu mężczyzn. Kobiety również miały swoje zawody w inne dni, ale ich nie oglądałam. Chciałam bardzo wykonywać ten sport, ale nie byłam jeszcze tego do końca pewna. W dali zobaczyłam kilka ciach, którzy byli już w wodzie. Szturchnęłam przyjaciółkę.


-Patrz, patrz ! O tam Louis - wskazałam palcem- Widzisz ?
-Super- odpowiedziała.
-Ej no... co z Tobą ? Przystojny jest !
-I prawdopodobnie zajęty jak każdy z nich.
-Wiesz. Dzięki. Miałam jeszcze nadzieje.- obróciłam się do niej tyłem.
-Przepraszam.- nie zareagowałam- Co mam zrobić, abyś mi wybaczyła ?
-Yyyy... - chwilę pomyślałam i odwróciłam się do niej- Klękaj przed mną i proś o wybaczenie.
-Ale ...- uniosłam brew.- Już klękam. Tak ?
-Ehe... a teraz powtarzaj głośno i wyraźnie.
-Serio ?
-Nie przerywaj tylko rób co Ci każę. Powtarzaj. Ja [i.t.p].
-Ja [i.t.p.].
-Proszę Cię. Moją najukochańszą, najdroższą, uroczą i mądrą przyjaciółką jedyną na tym świecie o wybaczenie.- powiedziałam. Chwilę później to powtórzyła. Kilku ludzi się na nas patrzyło. Jakby widzieli dwie idiotki, która jedna drugiej się oświadcza. Piękny widok. Hahahaha. Ale mam zrytą banię. Następnie wstała i zapytała.
-Zadowolona ?
-Tak, ale ,musisz kupić mi jeszcze moje ulubione lody- drzgnęłam ją w ramię.
-Kto ostatni jutro sprząta w kuchni.
Całe 3h które tam spędziliśmy zaliczam do udanych. Siedzieliśmy w knajpce na plaży. Jedliśmy lody. Popijaliśmy drinki. Flirtowaliśmy z barmanem. A raczej to on z nami. Trzeba przyznać, że nawet ładny był, tylko nie w moim guście. I oczywiście oglądałam tych przystojniaków, którzy serfowali tam w morzu. A najbardziej na oku miałam Louis'a, którym najbardziej się jarałam. Te jego ciało. Grrrrr... Cudooooo... Oczywiście to on wygrał całe zawody.


-Mówiłam, że Tomlinson wygra- powiedziałam do [i.t.p.], kiedy dostawał puchar.
-Dobra. Idziemy. Nic tu po nas. Spełniłam Twoje marzenie. Teraz ty spełnij moje i chodź- pociągnęła mnie za rękę.
-Idę, idę. Ale mnie puść, bo wyglądamy jak matka i nieusłuchana córka.- puściła mnie i zaczęliśmy się śmiać. Daleko nie zaszliśmy, kiedy ktoś wołał i biegł za nami.
-Halo. Dziewczyny ! Zaczekajcie !- obróciliśmy się i nie mogłam uwierzyć. Chłopak stanął przed nami.



-Jestem Louis- wyciągnął rękę.
-Wiemy- odpowiedziała przyjaciółka.- A ja [i.t.p.], a to [t.i.].
-Co jej ? - zapytał i pomachał mi przed oczyma.
-O cześć- odpowiedziałam.
-Wszystko dobrze ?- uśmiechnął się do mnie.
-Tak. - odwzajemniłam uśmiech- Chciałeś coś od nas ?
-Chciałem Ci podziękować za dzisiejszy i ostatni doping. Tobie też- uśmiechnął się do [i.t.p.]- Może w zamian za narażanie sobie gardła wyjdziecie gdzieś ze mną ?
-To ma być randka ? - zapytałam.
-Tak jakby- zaśmiał się.
-Dzięki za zaproszenie, ale nie skorzystam. Ale ona ma pewno je przyjmie.
-Taka okazja- wyszczerzyłam się.- to gdzie mnie zabierasz ?
-Pokażę Ci coś.
-Tylko nie wracaj zbyt późno- żartowała.
-Dobrze mamusiu- odpowiedziałam. Przytuliłam się do niej i poszliśmy w różnych kierunkach.
Szłam z Lou brzegiem rozmawiając. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Właśnie szłam z najgorętszym chłopakiem w całym Newquay. Było bardzo przyjemnie. Normalnie ze sobą rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Louis nie ma dziewczyny i jest wolny. Ja już się o to zatroszczę. Nagle na horyzoncie zobaczyłam piękny łuk ze skały. Był przecudny.



-Piękny- powiedziałam, będąc w zdumieniu- mieszkam tu od 6 lat. Czemu wcześniej tego nie widziałam  ?
-Też tego nie widziałem. Jednego dnia, kiedy spacerowałem doszedłem, aż tu. Też mnie to miejsce zafascynowało. - powiedział. - Chodź na górę. - wyciągnął rękę.
Siedzieliśmy tam bardzo długo. Widzieliśmy cudowny zachód słońca. Piękny księżyc. Wpatrywaliśmy się w dal. Mijała godzina, za godziną. Minuta za minutą. A nam nie chciało się wracać. W pewnym momencie zrobiło mi zimno. Chłopak to zauważył, bo zdjął swoją koszulę i zarzucił na mnie. Przytulił mnie od tyłu.
-[t.i.]
-Tak ?
-Bo chciałem się spytać... To znaczy... Czy ty i ja ...
-Ciiii- włożyłam palec na jego usta- Jestem Twoja- pocałowałam go.
-Tylko moja ?
-Tak cała. Od dołu do góry.- odwzajemnił pocałunek- a teraz może wracajmy.
Wtedy zabrał mnie na ręce i zaniósł mnie do domu. [...]

Hasia *,*
Zapraszam do zabrania udziału w ankiecie.
 To zajmie Wam tylko kilka sekund ; )
 A nas bardzo ucieszy ;3

piątek, 1 sierpnia 2014

Imagin o ZAYN'IE i NIALL'U

-Jutro chce widzieć forsę !- wrzasnął- w innym razie...- przerwał, uśmiechnął się zadziornie i spojrzał na mój brzuch. Szarpnął mną jeszcze raz. Nadjechało czarne audi. Podbiegł do niego i wsiadł. Samochód odjechał z piskiem opon.



*pół godziny później w mieszkaniu*
-Zayn do cholery- szukałam go po całym mieszkaniu- Zayn ! - wrzasnęłam.
-Czego się drzesz ?
-James mnie zaczepił.
-Czego chciał ? - zapytał obojętnie.
-Zayn ? Ciebie to nie rusza, że największy zabójca mnie zaczepia ? Mógł mnie zabić. - byłam w szoku.
-[t.i.]. Usiądź. - złapał mnie za ramiona i usiadł koło mnie. Spojrzał się w moje oczy. - Zrozum. Zrobię z Harry'm ten ostatni przewóz i uciekniemy z stąd.
-Do cholery nic nie rozumiesz. James chce jutro widzieć kasę. A ty tak po prostu sobie wyjedziesz na 36 h i mnie samą zostawisz z dzieckiem ? Musisz coś zrozumieć. Nie jesteś sam. Masz rodzinę. Masz mnie, Nicholasa i następne dziecko w drodze. On mi groził - to ostatnie słowo powiedziałam prawie, że szeptem i spuściłam wzrok.
-Spójrz na mnie - złapał mój podbródek -to ostatnia akcja i kończę z tym gównem.
-Mówisz tak już od 3 miesięcy.
-Teraz to już naprawdę będzie ostatnia. Zaufaj mi.
-Ufam- pocałowałam go - ale co ja mam zrobić jak on tu jutro przyjdzie ?
-Zawiozę Was do Niall'a. On nigdzie nie jedzie, bo jest chory. A teraz przepraszam, ale muszę spakować broń.- pocałował mnie w czoło i odszedł. Godzinę później byliśmy już w samochodzie. Jechaliśmy do kryjówki Horana. Mulat właśnie do niego dzwonił. Trzymałam mu telefon przy uchu, bo szybko jechał, aby rano być na miejscu. Jak to on zawsze mówił "w nocy jest mniej świadków". Słyszałam całą ich rozmowę.
-Niall weź tą swoją dupę i za 10 min będę pod Twoim domem, więc wyjdź.
-Po co ? Nigdzie nie jadę. Chory jestem zapomniałeś ?
-Nigdzie nie jedziesz. Zostawię Ci [t.i.] i dziecko.
-Kurwa po co ?
-Bo James chce forsę i jej groził.
-U mnie nie będą bezpieczni.
-Będę. W mieście nie są bezpieczni. Wyłaź przed dom. Jestem już przed zakrętem.
Rozłączył się. Chwilę później już byliśmy na miejscu. Byliśmy gdzieś w lesie. Było tu bardzo ciemno i dziwnie cicho. Byłam tu raz. Obiecałam sobie, że nigdy tu już nie przyjadę. Ale cóż. Nie miałam wyboru. Wysiedliśmy z auta. Niall już czekał przed domem oparty o futrynę drzwi. Mulat złapał najpierw 3 letniego synka na ręce i mocno przytulił.


-Przez jakiś czas będziecie u wujka. Tatuś musi wyjechać. Dobrze ?
-A kiedy wrócisz ?
-Niedługo.
-A nauczysz mnie szczelać tak dobrze jak ty ?
-Jeżeli mama pozwoli to tak. Musisz się mamy spytać. - Nicholas odwrócił się w moją stronę i spojrzał się tymi słodkimi oczkami. Nie mogłam odmówić.
-Jak tata wróci, to będzie mógł Cię nauczyć.
-Hura ! - zaczął się cieszyć.
-A teraz idź do wuja. - pocałował go w czoło. - Musisz się wyspać jak chcesz dokładnie wycelować.- Wtedy podbiegł do blondyna, który zabrał go na ręce, a Zayn podszedł do mnie. Nic nie powiedział tylko pocałował. Następnie uklęknął, zostawił pocałunek na moim brzuchu. Przystawił do niego ucho i słuchał jak dziecko kopie.



-Kocham Was- w końcu powiedział. Wstał. - Kocham Was - powtórzył i poleciały mu dwie łzy - Tu będziecie bezpieczni.- Wsiadł i odjechał. Stałam tak chwilę na tym pustkowiu. Szybko podbiegł do mnie Horan i zarzucił na mnie jakiś koc.
-Chodź do środka. Zimno jest. Zmarzniesz.
-Dziękuję.

*Dwa dni później*
-Niall gdzie on jest ? Już dawno powinien tu być.
-Nie mam pojęcia. Ale kurwa niech się pośpieszy. On Cię w końcu znajdzie i może Ci coś zrobić. - odpowiedział wkurwiony. Zadzwonił jego telefon.
-Kurwa Harry, gdzie jesteście ?
-Zayn nie żyje.
-Co ? Jak ?
-Jak wyjeżdżaliśmy z towerem to nas złapali. Zdążyłem uciec, ale on nie. Zaszczelili go na miejscu. Nie mogłem nic zrobić.
-Przyjeżdżaj. Tylko uważaj, żeby Cię nie namierzyli.- rozłączył się. Ja wybiegłam. Pobiegł za mną. Gdzieś w lesie mnie dogonił i złapał.
-[t.i.] przykro mi. Ale nie możesz teraz uciekać. Musisz być silna. Masz Nicholas'a. I niedługo następne. Nie możesz się poddawać.
-Sama nie dam rady - płakałam w jego koszulkę.
-Obiecałem Zayn'owi, że się Wami zaopiekuję i dotrzymam obietnicy - podniosłam głowę i spojrzałam w jego błękitne oczy.
-Dziękuję - mocniej się do niego przytuliłam. [...]

Jeżeli ktoś to przeczyta to byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś to skomentował ; )
Hasia *,*

niedziela, 27 lipca 2014

Imagin o HARRY'M

Siedzieliśmy na plaży. Byłam wtulona w Harry'ego ramiona.
-To najpiękniejsze wakacje w moim życiu- pocałowałam loczka.
-Moje też.- westchnął- szkoda, że za dwa dni musimy wracać do Londynu.
-Wiesz, że bardzo chciałabym tu zostać i resztę wakacji spędzić z Tobą.
-To zostańmy.
-Nie mogę. Muszę wracać. Sesja zdjęciowa nie może zaczekać. Te zdjęcia ukażą się za tydzień w "Vogue". Jeżeli ich nie zrobię szef mnie wyrzuci.
-On nie zasługuje na taką fotografkę jak ty. Powinnaś odejść. Twój szef jest idiotą.- powiedział, po czym się zaśmiałam.
-Może masz racje, ale ciężko pracowałam na to stanowisko. Nie mogę z niego teraz zrezygnować. - Przybliżyliśmy się bardziej do siebie. Moje usta od jego ust dzieliło kilka centymetrów. Nagle zaczął w mojej kieszeni od spodni wibrować telefon. Spojrzałam na wyświetlacz "John". Odebrałam. Loczek zaklął.
-Hej John.
-Hej [t.i.]. Mam do Ciebie pewną prośbę.
-Okey. Jaką ? Tylko nie proś mnie o to co ostatnio.- zaśmiałam się. Długo rozmawialiśmy. W pewnej chwili spostrzegłam, że Harry'ego nie ma. Zakończyłam rozmowę i poszłam go szukać.  Nigdzie nie mogłam znaleźć. W domku go nie było. Nad basenem też nie. Do cholery gdzie on mógł być ? Dzwoniłam do niego kilka razy, ale nie odbierał. Zachowywał się jak małe dziecko. W końcu pomyślałam, że nie będę go szukać. Sam się znajdzie. Poszłam na plaże położyć się do hamaku i czytać sobie książkę. Jakiś romans. Kiedy już chciałam się położyć spostrzegłam Harry'ego jak śpi. Telefon trzymał w ręce. Czyli jednak wiedział, że dzwonię, ale specjalnie nie odbierał. Byłam wkurzona.


-Harry- krzyknęłam.
-Co się stało ? - otworzył oczy i nie wiedział co się dzieje.
-Może byś  tak odbierał komórkę jak dzwonię ? Martwiłam się o Ciebie.
-Ty się lepiej martw o Williams'a. Jeszcze czasami złamie sobie paluszek i będziesz musiała mu herbatkę robić. Albo tak jak ostatnio udawał, że jest chory i siedziałaś z nim w jego domu przez cały dzień.
-Ty jesteś zazdrosny - uśmiechnęłam się do niego.
-Nie. Kurwa nie jestem. Jak widzę Twojego byłego to mam ochotę mu przywalić tak mocno, aby już nie wstał. Ale powstrzymuje się, bo jeszcze czasami opłakiwałabyś go cały czas.
-Jak możesz coś takiego mówić ?
-A jak on może mi Cię odbierać ? Nie zauważyłaś, że ostatnio dużo rozmawiacie i spotykacie się ? A ja to co kurwa ? - popatrzył na mnie- Ty już do mnie nic nie czujesz. Prawda ?
-Jasne, że czuje.- usiadłam na jego kolana i objęłam rękami wokół szyi- Harry, kocham Cię. Jesteś dla mnie najważniejszy. Nikt inny tylko ty. Rozumiesz ?
-Jakoś tego nie widzę.- odburknął. Po czym mocno go pocałowałam. Najbardziej jak umiałam z serca.
-A teraz ? Wierzysz ? - zapytałam.
-Tak.- teraz to on mnie pocałował- Kocham Cię.
-Ale następnym razem odbieraj dobrze ? - kiwnął głową na "tak".
-Chodź połóż się obok mnie- zrobiłam o to co prosił. Położyłam głowę na jego klatkę piersiową. Leżeliśmy i wpatrywaliśmy się w morze. Robiło się ciemno i zachodziło słońce.
-Jaki piękny zachód słońca- powiedziałam.
-Piękny. Ale widziałem coś cudowniejszego.
-Co ? - podniosłam głowę i spojrzałam się w niego z ciekawością.
-Ciebie.- dał mi buziaka.
-Słodki jesteś. Gdzie ja ciebie znalazłam ?
-W toalecie- zaśmialiśmy się.
-Nie zapomnę naszego pierwszego spotkania. Pamiętasz jak nie mogłam otworzyć się w toalecie  i wołam o pomoc, a ty przyszedłeś i otworzyłeś ? Podziękowałam Ci, a ty "takie piękne kobiety to mogę ratować, choćby z zatrzasków w drzwiach łazienek codziennie". Na co odpowiedziałam "Przepraszam, ale za chwile mam spotkanie". I poszłam do sali 469 na 16 piętrze. Przygotowałam zdjęcia do prezentacji. Weszło kilka ludzi i usiadło. Odwróciłam się do nich tyłem, aby napisać coś na tablicy markerem. Usłyszałam, że ktoś wchodzi, ale nie odwróciłam się. Ta osoba powiedziała...
-"Przepraszam za spóźnienie, ale ratowałem pewną piękną księżniczkę"- dokończył.
-A ja wtedy Ci odpowiedziałam "Dobrze. Siadaj bohaterze księżniczek". Odwróciłam się i zobaczyłam ciebie.- powiedziałam i obydwaj się głośno zaśmialiśmy.
-Spójrz.- wskazał palcem w niebo- Jaki piękny księżyc.- przytulił mnie mocniej- Jakie jest Twoje marzenie ?
-Mieć trójkę dzieci. A twoje ?
-Zostać ich ojcem. [...]


sobota, 26 lipca 2014

imagin Liam

Proszę o jakiś komentarz, bo nie wiem czy piszę do wgl do kogoś. 








-Co to jest? -Krzyknął
-Nic... -odpowiedziałam
-Widzę przecież! Co ty zrobiłaś? Dlaczego!? -Krzyczał Liam


-Bo Ciebie nie było, nikogo nie było. Wszystko się waliło. Po prostu miałam dość! -Odpowiedziałam ze łzami w oczach.
-Nie rób tego więcej. -Powiedział z troską, przyglądając się mi.
-Tak cię to nie obchodzi, ja nie obchodzę nikogo. Zapomniałeś? Jestem z domu dziecka. Moja własna mama się mnie wyrzekła i wyrzuciła na ulicę, ojciec alkoholik. Nigdy się mną nie interesował. Do 18 roku życia musiałam siedzieć w domu dziecka. A gdy już miałam 18, po prostu się mnie pozbyli. Pół roku nie miałam domu, ledwo mnie było stać na jedzenie. Aż w końcu zjawił się on. Zawarliśmy umowę, on mi daje mieszkanie, jedzenie, pracę i pozwala zarabiać dodatkowe pieniądze na jedzenie. -Powiedziałam twardo, a Liam powstrzymał łzy. Współczuł mi, było to widać w jego oczach.
-To nie jest żadna praca. Oni cię po prostu wykorzystuję. Ja ci pomogę, wyjdziesz na prostą. Nie możesz się ranić, ani cierpieć. Bo ja... Ja tego nie mogę znieść gdy patrzę na ciebie taką zagubioną.
-Już nie długo nie będziesz musiał. -Powiedziałam wpatrując się w jego oczy.
-Nie! Nic nie zrobisz. Błagam... -Prosił. -Ja cię kocham. Masz mnie, pomogę ci. Obiecuję, ale zostań ze mną.
-Miłość to fortepian zrzucony z trzeciego piętra, a ty byłeś w nieodpowienim miejscu i czasie. [~Ani DiFranco] -Powiedziałam, a jemu poleciała łza. -Nic już nie można zrobić. Już zawsze będę nieczysta. Jestem taka jak oni i tego nie zmienisz.
-Wszystko idzie zmienić. -Szepnął, dotykając delikatnie moich ran. Cofnęłam się gwałtownie, a on wziął rekę i spojrzał w moje oczy.
-Gdybyśmy się nigdy nie spotkali, byłoby lepiej. -Powiedziałam. -Nie miałbyś nic z tym gównem wspólnego.
-Nazywasz to gównem, a sama to bierzesz.
-Bo nie jestem z tego dumna, ale też tego nie przerwę. Pogódź się z tym, że ćpam i że pracuję dla niebezpiecznych ludzi.
-Nie musisz.
-Teraz już musze, jestem w to wkręcona. Zapóźno już.
-Nie, są odwyki i ...
-Ale ja dla niego pracuję! Ja nie tylko to biorę, ale również sprzedaję. -Przerwałam mu unosząc głos. -Musiałam jakoś zarobić.
-Zrób to dla mnie. Przestań brać. -Prosił Liam
-Nie mogę.
-Znajdę dobry ośrodek, co? -Nalegał. A ja się odwróciłam i odeszłam. Po prostu odeszłam. Tylko to umiałam robić. Jak zawsze. On nawet nie poszedł za mną. I dobrze. Chcę być sama. A może on ma rację? Może powinnam przestać brać? Ale ja nie dam sobie rady. Napiszę do niego. Albo nie... Jest 3 w nocy. Pewnie śpi. Nie będę go budzić. Poczekam do rana. A jeśli zmienię zdani? Napiszę teraz.
*SMS*
-Przestanę brać, ale potrzenuję twojego wsparcia. Nie jako chłopaka, ale jako jedynego przyjaciela. Możesz to dla mnie zrobić?
A jak nie odpiszę? A jak mu nie zależy już? Nie potrzebnie do niego napisałam. Zrobiłam z siebie idiotkę. Minęło już 5 minut. Nadal nie odpisał. Cholera, dlaczego ja taka jestem? Wibracja. Odpisał? Tak, to on.
-Będę dla ciebie zawsze i o każdej porze. Jeśli zechesz wziąć co kolwiek, zadzwoń do mnie a ja zaraz przyjadę. Postaram się jak naszybciej znaleźć jakiś dobry ośrodek. Dziękuję, że się zgodziłaś. Dla mnie to na prawdę wiele znaczy.
-A jeśli nie dam rady?
-Dasz, wierzę w ciebie.
-A będziesz na mnie czekał, jak wyjdę?
-Zawsze.
On we mnie wierzy? I będzie czekał? Jest jedyny. Nikt nigdy we mnie nie wierzył. Nikt nigdy nie czekał. Wszyscy zostawiali. Nie mogę go zawieść.
#9 miesięcy później
Dzwonię do niego. Cholera! Dlaczego on nie odbiera? Co ja takiego zrobiłam? Nie brałam nic od 8 miesięcy. Co jest do cholery? Dzwonię kolejny raz, odbiera jakaś kobieta.
-Przepraszam, czy jest Liam?
-Nie ma.
-A kiedy będzie?-Głos jej się załamał.
-Chyba już nigdy.
-Co?
-Liam nie żyje.
-Co się stało? Z kim mam przyjemność?-Szok. CO? On nie żyje?
-Jestem jego mamą. Pewni ludzie z gangu go zabili, podobno wplątał się w aferę narkotykową ratując pewną dziewczynę.
-Przepraszam.- Szepnęłam.-To moja wina proszę pani. On mnie ocalił.-Kobieta płakała.
-Nie pozwól by jego życie poszło na marne, ocalił wiele osób. Ty jesteś jedną z nich. Do ciebie był najbardziej przywiązany. Był dobrym chłopakiem. -Mówiła, łamiącym głosem.
-Ja, nie chciałam. -Zaczęłam płakać. -Ja ... On mi obiecał, że będzie czekał. Ja... gdybym nie poszła do tego głupiego ośrodka, to bym go mogła chronić przed nimi. Po co on się wtrącał do mojego życia?! -Krzyknęłam z bezsilności.
-On cię kochał, nie mógł zrobić nic innego. Nie jesteś niczemu winna. Znalazłam w jego biurku list, który chciał do ciebie wysłać, ale tego nie zrobił... nie wiem dlaczego. Przyjdź po niego.
-Dobrze, zaraz będę. -Godzinę później. Siedzę na ławce w parku, trzymam list. Przeczytać czy nie? Koszmar, boję się. Czytam..
,,[T.I]! Piszę do ciebie ten list, tylko po to bo wiem, że sobie poradzisz. Wiem, że nigdy nie wyijesz alkoholu, nie zapalisz papierosa ani nie weźmiesz żadnego narkotyka. Ośrodek bardzo ci pomógł. Chciałem cię odwiedzić, ale zabronili mi. Stwierdzili, że to może przeszkodzić w twoim leczeniu. No trudno. Boję się. Boję się, że jeśli będziesz czytać ten list to mnie nie będzie. Oni mi grożą. Bo myślą, że ich wkopałaś przeze mnie. Ale ty ich wcale nie wkopałaś. Dziękuję, że leczyłaś się dla mnie. Jeśli oni mi coś zrobią, chcę żebyś wiedziała, że Cię kocham i kochać będę zawsze. Wiem, że obiecałem, że będę czekać, ale są pewne rzeczy dla których warto złamać obietnicę. Idę tam dzisiaj. Wszystko wyjaśnię. Nie będą nic do ciebie mieli, już nigdy. Obiecuję. Możesz coś dla mnie zrobić? Spróbuj pomagać innym, jak ja się starałem. Jeśli spotkasz kogoś z problemem podobnym do twojego to będziesz już wiedziała co zrobić. Pomóż. Nie zostawiaj nikogo na pastwę losu. [T.I]? Kocham cię. Wiem, że nie jestem ci obojętny. Ale nie popełniaj samobójstwa. To nie jest rozwiązanie. Znajdź sobie kogoś, kto będzie cię kochał tak jak ja, albo nawet bardziej.
Zawsze twój Liam.''
Kochany... dlaczego go wtedy odtrąciłam? Był jedyny, jedyny który pomógł komuś kto nie zasługiwał na pomoc. Umarł za mnie. Jak mam z tym żyć? No jak? Ja nie dam rady. Ja zbyt wiele do niego czuję. Nie mogę. Ale, on by chciał bym pomagała. Kochał mnie.
#dwa lata później
Jestem kimś w rodzaju więziennego psychologa. Pomagam więźniom wyjść na prostą i nie tylko. Założyłam własny ośrodek dla uzależnionych ludzi. Liam zostawił mi pieniądze na start.Zainwestowałam je i mi się udało. Liam zawsze zostanie w moim sercu. Gdy tylko opowiadam o nim ludzią, których leczę, nie mogą uwierzyć, że ktoś tak dobry istniał. A jednak. Dzięki niemu wyszłam na prostą. I dzięki niemu ja mogę pomagać teraz innym. Nigdy się nie poddawaj, choćby nie wiem jak było ciężko. Warto poczekać na finish.