wtorek, 26 sierpnia 2014

Imagin o MARIO (druga część)

TREŚĆ PRZEZNACZONA DLA OSÓB PEŁNOLETNICH. JEŻELI NIE MASZ UKOŃCZONE 18-STU LAT CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.


-Już ?
-Chwilka. Nie otwieraj oczu. Jeszcze kawałek.
-Zimny jest ten piasek - narzekałam, ponieważ Mario zdjął mi buty, a szliśmy właśnie przez plaże nocą.
-Chyba nie chciałaś w szpilkach iść po piasku ?
-No dobra. Mogę otworzyć ?
-Tak. Teraz tak. - otworzyłam oczy i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam to:


 -I jak ? - odezwał się brunet, kiedy nie mogłam nic z siebie wydobyć.
-Piękne. Ale...  Jak ? Kiedy ? - nie mogłam uwierzyć.
-Pamiętasz jak poszłaś do łazienki ?
-Nie mów, że tak długo byłam w toalecie - powiedziałam po czym się głośno zaśmialiśmy.
-Nie. Po prostu moja młodsza siostra jest taka kochana i zawsze mogę na nią liczyć.
-Niezwykła musi być ta twoja siostra.
-Nawet nie wiesz jak. Siadajmy . - Gotze odsunął mi krzesło, a jak usiadłam przysunął do stołu. - Wino ? Czerwone ? Białe ?
-Nie powinnam, ale nie wypada odmówić...
-Masz racje nie wypada.
-To czerwone poproszę.
Siedzieliśmy z Mario. Jedliśmy i popijaliśmy winem. Butelki szybko się kończyły. Było bardzo przyjemnie.Polubiłam tego ratownika. Może nawet więcej niż polubiłam ? Sama nie wiem. W każdym razie strasznie się do siebie zbliżyliśmy. Dużo się dowiedziałam o nim. Powiedział mi, że przyjechał tu wraz z siostrą ponad 3 lata temu kiedy jego rodzice zginęli w wypadku. Strasznie mu wtedy współczułam. To było jedyna rzecz, która nas zasmuciła tego wieczoru, a przez resztę czasu śmialiśmy się w niebo głosy. Nie wiem jak on, ale ja byłam nieźle upita i gadałam brednie. Mam nadzieję, że jutro nie będę nic pamiętać.
-Mario ? - zapytałam kiedy leżeliśmy na kocu i oglądaliśmy niebo.
-Tak ?
-Zabierzesz mnie do gwiazd i jeszcze dalej ?
-Dla ciebie wszystko kochanie - pocałował mnie w czoło.
-A wybudujemy sobie dom w jakimś spokojnym miejscu z dala od wszystkich ?
-Ehe.
-Ogromny ?
-Ogromny. - powtórzył.
-Z ogrodem ?
-Z ogrodem na którym będziesz mogła sadzić kwiatki i spędzać tam każdą chwilę ze mną - uśmiechnął się.
-A ożenisz się ze mną ? - co ja gadam. Muszę się  zamknąć.
-A chcesz ? - zapytał. A ja nic nie powiedziałam, tylko kiwnęłam głową na "tak".
-Chciałabym być najszczęśliwszą kobietą  z trójką dzieci i mężem.
-Choć. - złapał mnie za rękę i zaprowadził do małego domku blisko morza. Zamknął za nami drzwi i zaczął mnie namiętnie całować. Przydusił mnie tak do ściany plecami, że czułam jego "przyjaciela", aż za dobrze. Był bardzo twardy. Miałam na niego ochotę. Zdjął moją sukienkę i rzucił gdzieś w kąt. Nie byłam mu długo dłużna. Rozpięłam jego koszule i zdjęłam mu ją. Następnie ściągnął pasek od spodni i odpiął rozporek. Szybko "zdarłam" z niego spodnie, że byliśmy w samej bieliźnie.


Mario odwrócił mną i rzucił nas na łóżko. Zaczął bawić się moimi piersiami. Pojękiwałam. Widziałam, że sprawia mu to przyjemność. Następnie składał pocałunki od góry do dołu. Zatrzymał się przy majtkach, które zdjął swoim nosem. Nim się zorientowałam stanika również już nie miałam założonego. Jego "żołnierz stał już na baczność", więc aby się już nie męczył zdjęłam mu jego bokserki. Bardzo energicznie wszedł we mnie. Nie mogliśmy do siebie dojść. Krzyczałam z bólu. Mario zauważył łzy w moich oczach. Chciał już przerwać, ale nie pozwoliłam mu na to.
-Mario. Proszę nie. Uda nam się. - namawiałam go. Po czym na nowo próbował się do mnie dostać. W pewnym momencie doszliśmy do siebie. Było nieziemsko. Zaczęłam płakać, ale tym razem ze szczęścia. Po chwili wyszedł ze mnie. Położył się obok mnie i próbowaliśmy uspokoić oddechy.
-Dziękuję. Byłaś niesamowita. Nigdy się tak wspaniale nie czułem.
-Nie to ja dziękuję, teraz jestem najszczęśliwszą kobietą na ziemi.
Wtedy brunet okrył nas pościelą, pocałował mnie jeszcze i poszliśmy spać.

*Kilka godzin później*
Czułam jak ktoś mnie łaskocze po policzku. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam tego mężczyznę którego widziałam na plaży, kiedy upadłam biegając. Szybko wstałam i chciałam uciec, ale spostrzegłam, że jestem naga. Wróciłam szybciutko do łóżka pod  kołderkę. Próbowałam sobie przypomnieć co się wczoraj wydarzyło, ale na marne na dodatek bolała mnie mocno głowa.
-Jak się spało ? - spytał.
-Głowa mi pęka. Czy my to zrobiliśmy ?
-Tak.
-Co ja zrobiłam ? Chciałam do ślubu być "czysta".
-Nie bój się. Już wyznaczyłaś nam datę ślubu. - zaśmiał się.
-Serio ? Co jeszcze powiedziałam ?
-Wiele ciekawych rzeczy...
-Dobra. Nie kończ już się boję.
-To jak kawę ?
-Która jest ?
-12:34.
-Bardzo chętnie.


Proszę.
I o to jest druga część ; )
Mam nadzieję, że się podoba. Chociaż troszkę :)
Dziękuję, że komentujecie. Nawet nie wiecie ile nam to radości sprawia < 3
Pozdrawiam ; ***
Hasia *,*

sobota, 23 sierpnia 2014

IMAGIN O MARIO

Imagin o Mario dla Gusii. Miał być wesoły i romantyczny. Wesoły chyba jest, a jeżeli Ci się ten spodoba to napiszę drugą część bardziej romantyczną ; )


Promiennie słoneczne wpadały wprost przez okno do mojego pokoju. Wstałam. Był dzisiaj piękny i słoneczny poranek. Jak co dzień ubierałam się i szłam na plażę poćwiczyć i pobiegać. Spędzałam w tym miejscu swoje wakacje już 2 tydzień. Na początek zaczęłam od krótkiej rozgrzewki.



 Następnie zrobiłam na plaży kilka ćwiczeń na mięśnie brzucha, ud, nóg, rąk ... Po czym poszłam pobiegać  brzegiem morza. Po kilku metrach usłyszałam za sobą:
-Grrrr... jakie ciałko. Seksi... - obróciłam się i zobaczyłam jego


stał w czerwonych spodenkach. Był mega przystojny. Miał cudowny uśmiech, a przede wszystkim był ratownikiem. Tacy właśnie mnie pociągają. Udałam, że go nie widzę i pobiegłam dalej, ale jak na złość potknęłam się o kamień wystający i upadłam. Chciałam wstać, ale nie mogłam. Bolała mnie kostka u lewej nogi. Po kilku sekundach ktoś do mnie przybiegł. Podniosłam głowę i zobaczyłam jego. Spojrzałam na niego głupim spojrzeniem.
-Gdzie boli ? Tu ? - złapał moją stopę w rękę.
-Ała... Zostaw sama sobie poradzę. - odepchnęłam chłopaka.
-Wiem, że nie zaczęliśmy dobrze. Przepraszam to moja wina. Jestem Mario. - wyciągnął do mnie rękę.
-Oczywiście, że Twoja. [t.i.].
-Piękne imię - odpowiedział.
-Nie podlizuj się. Ałła to boli kurde...
-Przepraszam. Złap się mojej szyi. Zawiozę Cię do szpitala.
-Nie trzeba. Za chwilę przejdzie.
-Daj sobie pomóc. Dobrze wiesz, że nie dasz rady nawet wstać. Bez mnie zginiesz - zaśmiał się. - To jak ?
-Okey, ale tylko dlatego, że nalegasz.
-Jak sobie chcesz. Złap się i idziemy.
Złapałam się przystojnego ratownika, którego dopiero co poznałam. A on zaniósł mnie do swojego Ferrari. Po kilku minutach znaleźliśmy się w szpitalu. Okazało się, że to nic groźnego. Tylko nie mogę biegać przez najbliższe 5 dni. Wsiedliśmy do samochodu. Podałam Mario swój adres i poprosiłam, aby podwiózł mnie do domu. Po kilku minutach odezwałam się.
-Yyy... nie chcę nic mówić, ale to nie jest droga do domu. Plaża jest tam - wskazałam palcem w przeciwnym kierunku.
-Wiem - odparł.
-To czemu jedziesz tu ?
-Jedziemy na zakupy.
-Że co ? - zdziwiłam się.
-Jesteśmy na miejscu. Czekaj chwilkę. - szybko wysiadł z samochodu i podbiegł otworzyć mi drzwi.
-Jaki dżentelmen.
-Wiadomo. - poruszył śmiesznie brwiami.
-Widzę, że nie grzeszysz skromnością.
-Chodźmy. - złapał mnie za rękę, a ja nie protestowałam.
Chodziliśmy po centrum handlowym z jakąś godzinkę, a głównie po sukienki i szpilki dla mnie. Nie miałam pojęcia po co. Próbowałam się dopytywać, ale na marne. W końcu znaleźliśmy to:

                                          
Bardzo mi się podobała, ale cena była kosmicznie wysoka. Szatyn widząc moje zakłopotanie zabrał sukienkę oraz szpilki i podszedł do kasy ją kupić. Kiedy w końcu wsiedliśmy do auta, było coś po 20:00. Gotze wstąpił jeszcze do domu po swój garnitur i ruszyliśmy dalej na drugi koniec miasta.
-Mario ?
-Tak ?
-Gdzie jedziemy ?
-Jak zajedziemy to zobaczysz - uśmiechnął się.
-Proszę. Powiedz.
-Zamknij oczy i policz do stu. Tylko nie podglądaj dobrze ?
-Ale obiecaj, że nigdzie mnie nie wywieziesz i nie zgwałcisz - mój głos zabrzmiał stanowczo.
-Znasz mnie. Nie zrobił bym tego.
-No właśnie nie znam Cię. Znam Cię zaledwie dzień. W sumie nie powinnam z tobą nawet do szpitala jechać.
-Obiecuję, że nic Ci nie zrobię. - zatrzymał auto na poboczu - zaufaj mi. Tylko tyle.
-No dobrze, ale uprzedzam Cię, że mój ojciec jest szefem policji.
-Zapamiętam to sobie - zaśmiał się. -To zamkniesz te oczy ?
-Zamknę. [...]


Chciałam Cię bardzo przeprosić, że musiałaś tyle czekać. 
Byłam na wakacjach, gdzie nie miałam dostępu do internetu. 
Dopiero co wróciłam kilka godzin temu. 
Mam nadzieję,że Ci się podoba. 
tak to napiszę z przyjemnością drugą część. 
Jeżeli chcesz to mogę napisać ją w stylu +18 (ale to jak ty wolisz) ; )
Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam ; 3
Hasia *,*

środa, 20 sierpnia 2014

Dla anonima o Dawidzie Kwiatkowskim ; ))) Przepraszam, jeśli zawiodłam. Ostatnio często zawodzę :)





-Cześć. -Uśmiechnął się słodko Dawid.

-Emm... cześć. -Odpowiedziałam.
-Chcesz może autograf albo coś? -Zapytał po minucie ciszy.
-Tak. Skąd wiedziałeś? 
-Bo wiesz... stoisz w moich drzwiach od pokoju i nie ukrywam, ale trochę przeszkadza mi to w wejściu.
-Ah no tak. -Zarumieniłam się. -Przepraszam.
-Spokojnie. Nie gniewam się na śliczne dziewczyny.
-Yhymm...-zarumieniłam się. 
-To może, dam ci ten autograf co?
-Okej. -Zaczęłam szukać notesiku w torebce.
-A może dam ci go dopiero później?-Zapytał przygryzając wargę.
-Co? Jak to? Kiedy?
-Po jakiejś kolacji czy coś?
-Zapraszasz mnie na kolację?
-No wiesz.. czemu nie? -Uśmiechnął się.
-Dobrze. Gdzie pójdziemy?
-Nie wiem, ale jak narazie to może opuśćmy hotel co?
-Okej. -Zgodziłam się. Poszliśmy na kręgle. Byłam strasznie kiepska. Dawid postanowił mnie nauczyć rzucać. Objął mnie i złapał moją kulę. Motylki rozsadzały mi brzuch. Tłumaczył mi jak mam rzucać, wciąż mnie obejmując ale ja go nie słuchałam tylko wpatrywałam się w jego usta. W końcu obejmował mnie mój idol którego nawiedziłam w hotelu. Spojrzał mi w oczy i przestał mówić. Uśmiechnął się. Zbliżył swoje usta do moich. To był krótki pocałunek, ale namiętny.
-Emm... teraz już umiesz? -Zapytał oddalając się ode mnie odrobinę.
-Ale całować się czy rzucać? -Zapytałam ze śmiechem
-Zabawna jesteś. Tak jak ja. Lubię Cię! -Pograliśmy jeszcze trochę w kręgle, a później pożegnaliśmy się i wróciłam do domu. Byłam szczęśliwa, że poznałam swojego idola. Ale było mi trochę smutno, bo już go więcej nie spotkam. Zaczęłam grzebać w swojej torebce. Chwila. Co to? Jakaś karteczka.
'Świetnie się dzisiaj z tobą bawiłem. Wpadnij do mnie jutro do mojego pokoju hotelowego po koncercie. Pogadamy i nie tylko. ;) 
Dawid'
KONIEC

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Hej. Chciałam coś napisać od Hasi, bo jest na wakacjach i nie ma dostępu do internetu przez jakiś czas. Może pisać imaginy na zamówienie i nie tylko o piłkarzach lub One Direction. Również o Room 94, 5SOS, Little Mix i innych zespołach lub wokalistach. NO PROBLEM

piątek, 15 sierpnia 2014

UWAGA !

Jeżeli ktoś chcę, możemy napisać Wam imagin jaki chcecie. 
Wystarczy, że napiszecie z kim ma być i jaki ma być. Smutny, wesoły, romantyczny ... 
Ja, Sara jestem Borussen, więc mogę chętnie napisać o jakiś piłkarzach ; )
Czekam ; ***
Hasia ;3

Imagin o LIAM"IE i NIALL'U

PROSZĘ PRZECZYTAJCIE NOTKĘ NA DOLE 



-Kotku, proszę - namawiałam Liam'a.
-Skarbie nie mogę się na to zgodzić - zaprzeczał.
-Czemu ? Co Ci szkodzi kilka lekcji ? - upierałam się.
-Bo się o Ciebie martwię. A jeżdżenie na motorze nie jest bezpieczne. - tłumaczył - Jesteś za drobna.
-Ale...
-Nie ma żadnego "ale". Mogę się zgodzić na wszystko, ale nie na jeżdżenie na ścigaczu, który osiąga bardzo duże prędkości. - pocałował mnie nagle przerwał nam ktoś kto wpadł do naszego domu, a był to Niall.



-Kurwa stary masz wyczucie czasu. - narzekał Liam
-Słu... słu...słuchajcie - zaczął mówić dysząc. Pewnie przez całą drogę biegł.
-Co się stało ? - zapytaliśmy równocześnie.
-[i.t.p.] jest w szpitalu. Wróciłem przed chwilą z Irlandii. Pojechałem do naszego mieszkania. Zastałem je puste. Zadzwoniłem do niej gdzie jest, bo wróciłem, a on mi powiedziała, że jest w szpitalu. - tłumaczył - Więc przybiegłem do Was pożyczyć samochód, bo u mojego nie chce odpalić silnik.
-Czemu ja o niczym nie wiem, że moja przyjaciółka jest w szpitalu ?
-Kochanie uspokój się. - przytulił mnie mój narzeczony.
-Jak mam być spokojna, skoro osoba, którą traktuje jak siostrę jest w szpitalu i nic nie zamierz mi powiedzieć ?
-Eeee... to gdzie są kluczyki ? - wtrącił blondyn.
-Wiszą na wieszaku w holu - powiedziałam, zabrałam bluzę i poszliśmy wszyscy do czarnego Audi zaparkowanego w naszym garażu. Od razu chwyciłam za telefon i wybrałam numer do [i.t.p.]. -Halo ?
-O cześć - usłyszałam w słuchawce.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś w szpitalu ? - szybko powiedziałam. Nie usłyszałam odpowiedzi - Kurde. Słyszysz ?
-Yyyy... nie chciałam Cię martwić - odpowiedziała po dłuższym zastanowieniu. Teraz byłam na maksa wkurzona. Dobrze, że dojechaliśmy już do szpitala, bo nie wiem co bym za chwile ze sobą zrobiła. Podbiegliśmy szybko do recepcji.
- Dzień dobry. Gdzie leży pani [n.t.p.] ? - zapytałam.
-Chwilkę - odpowiedziała pielęgniarka. - Niestety, ale w ostatnich tygodniach nie było nikogo u nas w szpitalu o takim nazwisko. A pomóc w czymś ?
-Nie dziękujemy - grzecznie podziękował Liam.
-Może jest w innym szpitalu ?
-Niall nie bądź głupi. Następny szpital masz 2h stąd. - stanowczym tonem powiedziałam - Kurde nie odbiera. Jak się dowiem o co chodzi to nie wiem co jej zrobię.
-Od mnie też nie odbiera.
-Wracajmy do domu. Nic tu po nas - tym razem był to Payne.
Wracając z powrotem siedziałam z przodu na miejscu pasażera. Słońce pomału już zachodziło. Nagle spostrzegłam na horyzoncie niewysoką brunetkę.
-Liam zatrzymaj się ! - krzyknęłam. Nie czekając, aż samochód stanie wybiegłam z niego w stronę brunetki. Spojrzałam na nią i uderzyłam ją mocno w twarz.



-Jak mogłaś ? Ja się o ciebie martwiłam, że coś Ci się stało a ty co ? Zakupy ? Szopkę jakąś odstawiasz ? - krzyczałam. Nie przejmując się kilkoma osobami, które się nam przyglądały.
-Chciałam, aby Niall się trochę pomartwił - odpowiedziała.
-Yhyh... - za naszymi plecami chrząknął Horan.
-O cześć Niall już wróciłeś ?
-Już ? Tak się cieszysz, że mnie widzisz ?
-To nie tak  miało zabrzmieć - broniła się.
-Dobra my Was zostawiamy samych i sobie pogadajcie. A z Tobą - zwróciłam się do przyjaciółki- jeszcze sobie porozmawiam - powiedziałam najgroźniejszym tonem jakim umiałam.
*Kilka godzin później*
-To jest najbardziej rozjebany dzień jaki może być. Wiesz ile straciłam nerwów ? Ja myślałam, że jej się  coś stało na prawdę, a ona na zakupy do centrum handlowego poszła. Myślałam że jej coś zrobię. - powiedziałam, kiedy byliśmy już w domu i siedzieliśmy właśnie na łóżku. Byłam zwrócona do niego plecami.
-Skarbie - złapał mnie w talii, żeby przyciągnąć do siebie, a następnie rękami zasłonił mi oczy.
-Liam ? Co ty robisz ? - byłam bardzo zdziwiona.
-Proszę - dał mi do rąk kask. Czarny kask do motoru.



-Dziękuję - złapałam go w szyi i ucałowałam.
-Ale musisz coś obiecać.
-Tak ?
-Nie będziesz przekraczać prędkości 80 km/h.
-Ta pewnie. - zaśmialiśmy się głośno i poszliśmy spać [...]


Jak pewnie przeczytaliście Larista nie chce już więcej pisać, bo uważa, że nikt jej imaginów nie czyta. 
Ja wiem, że tak nie jest i je czytacie, tylko nie chce Wam się komentować. 
I proszę Was, abyście przy przynajmniej jednym imaginie Laristy daliście komentarz.
To nie jest dużo, ale nie chce sama pisać tych opowiadań. 
Proszę zróbcie to. To zajmuję tylko 3 minutki, a my piszemy je przez 2-3 godzinki ; )


Pozdrawiam wszystkich czytelników i dziękuje, że jesteście 
Hasia ;3

poniedziałek, 11 sierpnia 2014


To mój ostatni imagin. Nie będę nic więcej dodawać, bo widocznie nie podobają wam się moje imaginy ; ) Bye







Pewna dziewczyna marzyła o chłopaku. Wiedziała, że nigdy go nie będzie miała. Mieszkał bardzo daleko od niej. Dzieliła ich spora różnica wieku. Pomimo to kochała go najmocniej na świecie. Nie zniosła by myśli, że coś mu się stało. Wydawało jej się, że zna go jak samą siebie, choć nigdy go nie widziała na oczy. Był członkiem jednego z największego boysbandu wszech czasów. Miał miliony fanek. Nawet nie wiedział o jej istnieniu... Bolało ją to. Dzieliła z nim wszystkie radości. Rok po roku spędzony 'razem'. Wszystkie smutki. Pisała mu mnóstwo wiadomości na twitterze by ją zobaczył i odpisał. Lecz na marne. Marzyła chociaż o koncercie. O zobaczeniu jego uśmiechu na żywo. O powiedzeniu mu ile dla niej znaczy. O czym kolwiek. Lecz z każdą dodatkową fanką, z każdym kolejnym dniem, z każdą nową trasą, z każdą jego ukochaną traciła nadzieję. Jej oczy kiedyś tak roześmiane traciły blask. Już nie była aż tak często uśmiechnięta. On o tym nawet nie wiedział, nie wiedział, że dziewczyna umiera z każdym kolejnym dniem bezczynności. Traciła przyjaciół, bo całymi dniami leżała w domu i myślała nad historiami, które nigdy się nie wydarzą. Pewnego dnia odebrała sobie życie. Po śmierci jej rodzina wysłała kilka listów jej idolowi, by chociaż wysłała wiązankę kwiatów, lub kondolencje. Ale nic. Na co mogła liczyć? Skoro nie dowiedział się o niej za życia, nie dowie się również po śmierci.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Imagin o HARRY"M


Wszyscy siedzieliśmy w pokoju i oglądaliśmy film. "Wszyscy" czyli ja, [i.t.p.], dziewczyna Malika, Harry, Niall, Liam, Zayn i Louis. Był to jakiś horror. Nic nie pamiętam z niego. Nie mogłam się skupić. Ostatnio zaczął mnie boleć mocno brzuch. Poszłam wtedy do lekarza, który dał mi skierowanie do ginekologa. Okazało się, że od ponad miesiąca jestem w ciąży. Na prawdę nie wiedziałam o tym. Jak mogłam tego nie zauważyć ? Jeszcze nikomu nic nie mówiłam o ciąży. Chcę, aby ojciec dziecka dowiedział się pierwszy. Ale boję się jego reakcji. Harry w przeciwieństwie do mnie nie przepada za dziećmi. Nie chce ich mieć, a na pewno nie teraz, kiedy rozwija swoją karierę muzyczną.
-Przełącz ten film- błagał Mulat.
-Nie, bo oglądam- zaprzeczyła jego dziewczyna i zabrała garść popcornu.
-Popieram Zayn'a. Robi się już nudny. Żadnego seksu, ani nic- narzekał Louis.
-A czy w każdym filmie muszą być sceny w łóżku ?- zapytałam.
-Tak.- odrzekli wszyscy "mężczyźni" chórem.
-Dobra. Cicho. Zamknijcie się. Oglądam- odezwała się [i.t.p.]
Wtedy zabrałam loczka za rękę i zaprowadziłam na górę. Kiedy weszliśmy zamknął drzwi. Stanął za mną. Złapał mnie od tyłu w talii i zaczął całować po szyi. Odsunęłam się od niego.


-Harry, musimy porozmawiać.
-Tak kochanie ? O co chodzi ?
-Wiem, że nie będziesz z tego zadowolony, ale muszę Ci powiedzieć- zatrzymałam się. Wzięłam głęboki oddech- Jestem w ciąży.
-Co ? Jak to ?- był bardzo zdziwiony.
-Normalnie. Nie wiesz jak to się robi ?
-Wiem, ale to nie moje dziecko- zaprzeczał.
-A kogo niby innego ?
-Nie wiem z kim się pieprzyłaś.
-Harry, ranisz.- stanęły mi łzy w oczach- Jak możesz coś takiego mówić? Robiłam to tylko z Tobą.
-To nie jest moja wina. Ja się zabezpieczyłem.
-Moja też nie.
Wtedy wstał i złapał mnie mocno za nadgarstki.
-Masz usunąć to dziecko. Rozumiesz ?
- Puść. To boli.
-Usuń ciąże.
-Nie.
-Co ty powiedziałaś ?
-To co słyszałeś.
Wybiegłam z pokoju. Widziałam twarze skierowane wzrok na moją osobę. Nie mieli pojęcia co się stało. Otworzyłam drzwi i nic nie tłumacząc wybiegłam z domu. Zaczęłam biec. Biegłam przed siebie. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Chyba w jakimś parku. Byłam cała roztrzęsiona i zapłakana. Nagle poczułam ukłucie w brzuchu. Spojrzałam w dół i zauważyłam nóż w mnie wbity, Zaczęła cieknąć ze mnie krew. Bolało... Upadłam na ziemię. Spostrzegłam jakąś niewysoką postać w kapturze. Chyba dziewczyna. Tak. Z pewnością była to dziewczyna. Zaczęła mówić coś o Styles'ie i przeklinała mnie.


*W tym samym czasie*
*Oczami [i.t.p]*
-Możesz nam wyjaśnić co się stało ?- zapytałam.
-Nic. [t.i.] jest ze mną w ciąży- odpowiedział spokojnie i obojętnie.
-Stary. Gratuluję.
-Będę wujkiem.
-A ja ciocią.
Każdy się cieszył i składał mu gratulację. Ale mi coś tu nie pasowało.
-Skoro będziecie mieli dziecko, to czemu ona płakała ?
-Bo powiedziałem, że ma je usunąć- powiedział nie zmieniając tonu.
-Ty debilu. Jak mogłeś jej to powiedzieć ?- dostał z liścia od Zayn'a.- Ja bym skakał ze szczęścia, gdyby moja kochana była w ciąży i mielibyśmy małego bobaska.
-Nienawidzę Cię Styles- krzyknął ktoś inny.
-Egoisto jeden. Myślisz tylko o sobie. Wiesz jak ona się teraz czuje ?
Zaczęliśmy go opieprzać. Jak on mógł to powiedzieć ? Jeszcze [t.i.], która kocha dzieci jak nikt inny. Muszę ją poszukać. Może sobie coś zrobić. Nie powinna być teraz sama. Zabrałam komórkę i opuściłam dom. Nie miałam pojęcia, gdzie jest. W dali usłyszałam jakieś wrzaski. Ktoś krzyczał.
-Suko popierdolona już nie będziesz z Styles'em. To ja z nim będę. Będziemy razem szczęśliwi. I to ja będę się z nim pieprzyć, a nie ty. A wiesz dlaczego ? Nie ? To Ci powiem. Dlatego, że Ciebie już na tym świecie nie będzie...
Przyśpieszyłam. Do kogo ten głos mówił ? Zadawałam sobie myśli. Chyba nie do mojej przyjaciółki ? Zauważyłam dziewczynę która kogoś kopała. Przybliżyłam się bliżej. Nie to nie możliwe. A jednak to była [t.i.]. Zaczęłam krzyczeć.
-Idiotko ! Co ty robisz !? Zostaw ją ! Słyszysz !?
Po moich słowach uciekła. Przyklękłam przy przyjaciółce. Była cała od krwi, a w brzuchu tkwił nóż. Zadzwoniłam szybko po karetkę, a następnie do Niall'a. Odebrał po drugim sygnale. W słuchawce słyszałam kłótnie.
-Niall. O...o...ona została po...pobita. Jedziemy do szpitala- nie mogłam z siebie nic wydusić i płakałam.
-Trzymaj się. Za chwile tam będziemy.
Po kilku minutach byliśmy karetką w szpitalu. Lekarze biegli z nią przez korytarz, a ja przy nich. Trzymałam ją za rękę. Dobiegliśmy do jakieś sali.
-Nie może pani tu wchodzić. Proszę  tu zostać- powiedziała mi pielęgniarka i zniknęła.
Stałam przed zamkniętymi, dużymi drzwiami, na których było napisane "blok operacyjny". Nie mogłam się ruszyć. Chwilę później usłyszałam jakieś odgłosy. Ktoś mnie złapał. Był to Horan. Odwróciłam się i przytuliłam mocno do niego ciągle płacząc.
-Ona była taka sina. Wszędzie pełno krwi, a jakby tego było mało w brzuchu miała nóż.
-Ciiii... nie płacz. Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz- głaskał mnie po plecach. Kątem oka zauważyłam Styles'a. Płakał. Jeszcze nigdy nie widziałam go w takim stanie. Było mi go żal, ale byłam na niego nieźle zła. Gdyby on jej tego nie powiedział nie byłoby tu nas. Podeszłam do niego.


-Zadowolony jesteś ?-nic- Pytam się. Zadowolony jesteś z siebie ?- tym razem krzyknęłam z płaczem.
-Chodź. Jedziemy do domu. Jesteś całą roztrzęsiona. Musisz odpocząć-zabrał mnie Niall.

*Kilka godzin później*
Wyszedł lekarz i oznajmił nam:
-Pacjentka straciła zbyt dużo krwi. Musieliśmy niezwłocznie operować. Były małe komplikacje, ale się udało. Obecnie pani [t.n.] jest w śpiączce.
Odszedł. Podbiegł do niego jeszcze Harry i zapytał:
-Przepraszam, co z dzieckiem ?
-Dziecko nie przeżyło. Zbyt wiele uderzeń dostało. Przykro mi.
Po tych słowach loczek wybiegł z szpitala. Liam poszedł go szukać. Znalazł go pijanego w jakieś knajpce.

*Miesiąc później*
Ja, Niall, Liam i Harry siedzieliśmy w jej sali. Styles obok łóżka. Trzymał ją za rękę.
-Proszę Cię jeszcze ty mnie nie zostawiaj. Obudź się- zapłakał- Potrzebuję Cię. Nawet nie zdajesz sobie pojęcia jak bardzo. Kocham Cię.


Pocałował ją w czoło i położył głowę na łóżku. Spojrzałam na nią. Otwarła oczy. Jaka byłam szczęśliwa. Jeżeli ktoś Ci bardzo bliski jest przez 4 tygodnie w śpiączce i nie daje znaków życia, a teraz budzi się to niesamowite uczucie. Odbiera Ci wtedy mowę.
-Też Cię Kocham- odpowiedziała cichutko i słabo.

*Twoimi oczami*
Obudziłam się. Poczułam jakby spała całe wieki. Rozejrzałam się. Byłam w szpitalu. Nie mogłam sobie przypomnieć skąd się tu wzięłam. W pomieszczeniu było kilka bliskich mi osób. Poczułam na moim brzuchu głowę loczka. Usłyszałam:
-Kocham Cię.
-Też Cię kocham- odpowiedziałam. Wtedy Harry podniósł głowę. Jego radość nie miała końca. Inni też się bardzo cieszyli i przytulali. Loczek w pewnym momencie spojrzał mi w oczy.
-Dziękuję, że jesteś. Myślałem, że Cię stracę.
-Ale co się stało ? Czemu tu jestem ? Szczerze.
-Napadła na ciebie fanka One Direction zaraz po tym jak pokłóciłaś się z Harry'm. Byłaś cała sina, straciłaś dużo krwi i ...
-I ?
-Miałaś wsadzony nóż w brzuch.- wyjaśnił mi Liam.
Złapałam się wtedy za niego. Miałam cały zabandażowany. Trochę bolał. Przypomniało mi się, że byłam w ciąży. Nagle otrzeźwiałam.
-A dziecko ? Żyje tak ? Nic mu nie jest ?- nikt nie odpowiedział. Poleciały mi łzy. Odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Kochanie... Wiem co czujesz...
-Zostaw mnie. Co ty możesz czuć ? Nie chciałeś tego dziecka. Dopiąłeś swego. Nie ma go teraz. Szczęśliwy ? Ale ja zdążyłam już je pokochać. Zostawcie mnie. Chcę pobyć sama.

*Kilka dni później*
-Co ty wyprawiasz ? - spytał Harry.
-Pakuje rzeczy. Nie widzisz ? Nie przeszkadzaj.
-Możesz tu pracować, nie musisz wyjeżdżać do Włoch. Masz tu pełno ofert. Jesteś jedną z  najbardziej znanych modelek na świecie.
-Wyjeżdżam. Mam już kupiony własny apartament w Mediolanie.
-A co ze mną ? Pomyślałaś o nas ?
-Harry, nie ma już "nas".
-Co ? O czym ty mówisz ?
-Kocham Cię, ale nie pasujemy do siebie. Ja chce mieć dzieci, a ty nie. Przykro mi.
-Spójrz na mnie- złapał moje ręce w swoje- Pragnę mieć z Tobą dzieci. Chce z Tobą założyć rodzinę i spędzać z Wami jak najwięcej czasu.

-Kazałeś mi usunąć ciąże.
-Kiedy wybiegłaś z pokoju uświadomiłem sobie jak wielki błąd popełniłem.
-Czy to znaczy, że naprawdę chcesz ze mną dzieci ?
-Oczywiście. Możemy od razu zacząć- zaśmialiśmy się obydwaj.
-No to zaczynajmy- puściłam mu oczko i zaprowadziłam do sypialni. [...]

Chciałam podziękować jednej  osobie za wzięcie udziału w ankiecie ;*
I zachęcam aby inni również to zrobili ; )
Hasia ;3

wtorek, 5 sierpnia 2014

Imagin o LOUIS"IE

-[i.t.p] no chodź- ciągnęłam ją za rękę- Proszę.
-A co z tego będę miała ? - zapytała.
-Uszczęśliwisz dziecko, które chce iść z Tobą na plażę i napalać się na przystojnych surferów.
-To dziecko mogłoby iść samo. Ma już 17 lat.- odpowiedziała nie podnosząc oczów z nad gazety z nowymi trendami.
-No proszę.- błagałam.
-Nie chce mi się. Idź sama.
-Nie to nie- powiedziałam stanowczym głosem i położyłam się na sofie włączając muzykę w słuchawkach.
-Dobra.-zgodziła się i szybko dodała- Niech Ci będzie, ale jeżeli będziesz jarać się i dopingować tak jak ostatnio to wracam do domu.
-Przyrzekam, że tym razem bardziej się opanuje.- pokazałam przyjaciółce wszystkie ząbki.
-No mam nadzieje. - wyszliśmy z domku. Szliśmy 10 minut brzegiem morza i doszliśmy na miejsce, gdzie obywały się zawody w surfingu mężczyzn. Kobiety również miały swoje zawody w inne dni, ale ich nie oglądałam. Chciałam bardzo wykonywać ten sport, ale nie byłam jeszcze tego do końca pewna. W dali zobaczyłam kilka ciach, którzy byli już w wodzie. Szturchnęłam przyjaciółkę.


-Patrz, patrz ! O tam Louis - wskazałam palcem- Widzisz ?
-Super- odpowiedziała.
-Ej no... co z Tobą ? Przystojny jest !
-I prawdopodobnie zajęty jak każdy z nich.
-Wiesz. Dzięki. Miałam jeszcze nadzieje.- obróciłam się do niej tyłem.
-Przepraszam.- nie zareagowałam- Co mam zrobić, abyś mi wybaczyła ?
-Yyyy... - chwilę pomyślałam i odwróciłam się do niej- Klękaj przed mną i proś o wybaczenie.
-Ale ...- uniosłam brew.- Już klękam. Tak ?
-Ehe... a teraz powtarzaj głośno i wyraźnie.
-Serio ?
-Nie przerywaj tylko rób co Ci każę. Powtarzaj. Ja [i.t.p].
-Ja [i.t.p.].
-Proszę Cię. Moją najukochańszą, najdroższą, uroczą i mądrą przyjaciółką jedyną na tym świecie o wybaczenie.- powiedziałam. Chwilę później to powtórzyła. Kilku ludzi się na nas patrzyło. Jakby widzieli dwie idiotki, która jedna drugiej się oświadcza. Piękny widok. Hahahaha. Ale mam zrytą banię. Następnie wstała i zapytała.
-Zadowolona ?
-Tak, ale ,musisz kupić mi jeszcze moje ulubione lody- drzgnęłam ją w ramię.
-Kto ostatni jutro sprząta w kuchni.
Całe 3h które tam spędziliśmy zaliczam do udanych. Siedzieliśmy w knajpce na plaży. Jedliśmy lody. Popijaliśmy drinki. Flirtowaliśmy z barmanem. A raczej to on z nami. Trzeba przyznać, że nawet ładny był, tylko nie w moim guście. I oczywiście oglądałam tych przystojniaków, którzy serfowali tam w morzu. A najbardziej na oku miałam Louis'a, którym najbardziej się jarałam. Te jego ciało. Grrrrr... Cudooooo... Oczywiście to on wygrał całe zawody.


-Mówiłam, że Tomlinson wygra- powiedziałam do [i.t.p.], kiedy dostawał puchar.
-Dobra. Idziemy. Nic tu po nas. Spełniłam Twoje marzenie. Teraz ty spełnij moje i chodź- pociągnęła mnie za rękę.
-Idę, idę. Ale mnie puść, bo wyglądamy jak matka i nieusłuchana córka.- puściła mnie i zaczęliśmy się śmiać. Daleko nie zaszliśmy, kiedy ktoś wołał i biegł za nami.
-Halo. Dziewczyny ! Zaczekajcie !- obróciliśmy się i nie mogłam uwierzyć. Chłopak stanął przed nami.



-Jestem Louis- wyciągnął rękę.
-Wiemy- odpowiedziała przyjaciółka.- A ja [i.t.p.], a to [t.i.].
-Co jej ? - zapytał i pomachał mi przed oczyma.
-O cześć- odpowiedziałam.
-Wszystko dobrze ?- uśmiechnął się do mnie.
-Tak. - odwzajemniłam uśmiech- Chciałeś coś od nas ?
-Chciałem Ci podziękować za dzisiejszy i ostatni doping. Tobie też- uśmiechnął się do [i.t.p.]- Może w zamian za narażanie sobie gardła wyjdziecie gdzieś ze mną ?
-To ma być randka ? - zapytałam.
-Tak jakby- zaśmiał się.
-Dzięki za zaproszenie, ale nie skorzystam. Ale ona ma pewno je przyjmie.
-Taka okazja- wyszczerzyłam się.- to gdzie mnie zabierasz ?
-Pokażę Ci coś.
-Tylko nie wracaj zbyt późno- żartowała.
-Dobrze mamusiu- odpowiedziałam. Przytuliłam się do niej i poszliśmy w różnych kierunkach.
Szłam z Lou brzegiem rozmawiając. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. Właśnie szłam z najgorętszym chłopakiem w całym Newquay. Było bardzo przyjemnie. Normalnie ze sobą rozmawialiśmy. Dowiedziałam się, że Louis nie ma dziewczyny i jest wolny. Ja już się o to zatroszczę. Nagle na horyzoncie zobaczyłam piękny łuk ze skały. Był przecudny.



-Piękny- powiedziałam, będąc w zdumieniu- mieszkam tu od 6 lat. Czemu wcześniej tego nie widziałam  ?
-Też tego nie widziałem. Jednego dnia, kiedy spacerowałem doszedłem, aż tu. Też mnie to miejsce zafascynowało. - powiedział. - Chodź na górę. - wyciągnął rękę.
Siedzieliśmy tam bardzo długo. Widzieliśmy cudowny zachód słońca. Piękny księżyc. Wpatrywaliśmy się w dal. Mijała godzina, za godziną. Minuta za minutą. A nam nie chciało się wracać. W pewnym momencie zrobiło mi zimno. Chłopak to zauważył, bo zdjął swoją koszulę i zarzucił na mnie. Przytulił mnie od tyłu.
-[t.i.]
-Tak ?
-Bo chciałem się spytać... To znaczy... Czy ty i ja ...
-Ciiii- włożyłam palec na jego usta- Jestem Twoja- pocałowałam go.
-Tylko moja ?
-Tak cała. Od dołu do góry.- odwzajemnił pocałunek- a teraz może wracajmy.
Wtedy zabrał mnie na ręce i zaniósł mnie do domu. [...]

Hasia *,*
Zapraszam do zabrania udziału w ankiecie.
 To zajmie Wam tylko kilka sekund ; )
 A nas bardzo ucieszy ;3

piątek, 1 sierpnia 2014

Imagin o ZAYN'IE i NIALL'U

-Jutro chce widzieć forsę !- wrzasnął- w innym razie...- przerwał, uśmiechnął się zadziornie i spojrzał na mój brzuch. Szarpnął mną jeszcze raz. Nadjechało czarne audi. Podbiegł do niego i wsiadł. Samochód odjechał z piskiem opon.



*pół godziny później w mieszkaniu*
-Zayn do cholery- szukałam go po całym mieszkaniu- Zayn ! - wrzasnęłam.
-Czego się drzesz ?
-James mnie zaczepił.
-Czego chciał ? - zapytał obojętnie.
-Zayn ? Ciebie to nie rusza, że największy zabójca mnie zaczepia ? Mógł mnie zabić. - byłam w szoku.
-[t.i.]. Usiądź. - złapał mnie za ramiona i usiadł koło mnie. Spojrzał się w moje oczy. - Zrozum. Zrobię z Harry'm ten ostatni przewóz i uciekniemy z stąd.
-Do cholery nic nie rozumiesz. James chce jutro widzieć kasę. A ty tak po prostu sobie wyjedziesz na 36 h i mnie samą zostawisz z dzieckiem ? Musisz coś zrozumieć. Nie jesteś sam. Masz rodzinę. Masz mnie, Nicholasa i następne dziecko w drodze. On mi groził - to ostatnie słowo powiedziałam prawie, że szeptem i spuściłam wzrok.
-Spójrz na mnie - złapał mój podbródek -to ostatnia akcja i kończę z tym gównem.
-Mówisz tak już od 3 miesięcy.
-Teraz to już naprawdę będzie ostatnia. Zaufaj mi.
-Ufam- pocałowałam go - ale co ja mam zrobić jak on tu jutro przyjdzie ?
-Zawiozę Was do Niall'a. On nigdzie nie jedzie, bo jest chory. A teraz przepraszam, ale muszę spakować broń.- pocałował mnie w czoło i odszedł. Godzinę później byliśmy już w samochodzie. Jechaliśmy do kryjówki Horana. Mulat właśnie do niego dzwonił. Trzymałam mu telefon przy uchu, bo szybko jechał, aby rano być na miejscu. Jak to on zawsze mówił "w nocy jest mniej świadków". Słyszałam całą ich rozmowę.
-Niall weź tą swoją dupę i za 10 min będę pod Twoim domem, więc wyjdź.
-Po co ? Nigdzie nie jadę. Chory jestem zapomniałeś ?
-Nigdzie nie jedziesz. Zostawię Ci [t.i.] i dziecko.
-Kurwa po co ?
-Bo James chce forsę i jej groził.
-U mnie nie będą bezpieczni.
-Będę. W mieście nie są bezpieczni. Wyłaź przed dom. Jestem już przed zakrętem.
Rozłączył się. Chwilę później już byliśmy na miejscu. Byliśmy gdzieś w lesie. Było tu bardzo ciemno i dziwnie cicho. Byłam tu raz. Obiecałam sobie, że nigdy tu już nie przyjadę. Ale cóż. Nie miałam wyboru. Wysiedliśmy z auta. Niall już czekał przed domem oparty o futrynę drzwi. Mulat złapał najpierw 3 letniego synka na ręce i mocno przytulił.


-Przez jakiś czas będziecie u wujka. Tatuś musi wyjechać. Dobrze ?
-A kiedy wrócisz ?
-Niedługo.
-A nauczysz mnie szczelać tak dobrze jak ty ?
-Jeżeli mama pozwoli to tak. Musisz się mamy spytać. - Nicholas odwrócił się w moją stronę i spojrzał się tymi słodkimi oczkami. Nie mogłam odmówić.
-Jak tata wróci, to będzie mógł Cię nauczyć.
-Hura ! - zaczął się cieszyć.
-A teraz idź do wuja. - pocałował go w czoło. - Musisz się wyspać jak chcesz dokładnie wycelować.- Wtedy podbiegł do blondyna, który zabrał go na ręce, a Zayn podszedł do mnie. Nic nie powiedział tylko pocałował. Następnie uklęknął, zostawił pocałunek na moim brzuchu. Przystawił do niego ucho i słuchał jak dziecko kopie.



-Kocham Was- w końcu powiedział. Wstał. - Kocham Was - powtórzył i poleciały mu dwie łzy - Tu będziecie bezpieczni.- Wsiadł i odjechał. Stałam tak chwilę na tym pustkowiu. Szybko podbiegł do mnie Horan i zarzucił na mnie jakiś koc.
-Chodź do środka. Zimno jest. Zmarzniesz.
-Dziękuję.

*Dwa dni później*
-Niall gdzie on jest ? Już dawno powinien tu być.
-Nie mam pojęcia. Ale kurwa niech się pośpieszy. On Cię w końcu znajdzie i może Ci coś zrobić. - odpowiedział wkurwiony. Zadzwonił jego telefon.
-Kurwa Harry, gdzie jesteście ?
-Zayn nie żyje.
-Co ? Jak ?
-Jak wyjeżdżaliśmy z towerem to nas złapali. Zdążyłem uciec, ale on nie. Zaszczelili go na miejscu. Nie mogłem nic zrobić.
-Przyjeżdżaj. Tylko uważaj, żeby Cię nie namierzyli.- rozłączył się. Ja wybiegłam. Pobiegł za mną. Gdzieś w lesie mnie dogonił i złapał.
-[t.i.] przykro mi. Ale nie możesz teraz uciekać. Musisz być silna. Masz Nicholas'a. I niedługo następne. Nie możesz się poddawać.
-Sama nie dam rady - płakałam w jego koszulkę.
-Obiecałem Zayn'owi, że się Wami zaopiekuję i dotrzymam obietnicy - podniosłam głowę i spojrzałam w jego błękitne oczy.
-Dziękuję - mocniej się do niego przytuliłam. [...]

Jeżeli ktoś to przeczyta to byłoby mi bardzo miło, gdyby ktoś to skomentował ; )
Hasia *,*